środa, 18 czerwca 2014

Obietnica dwudziesta czwarta.

Dni mijały, a ja Kamila mogłam zobaczyć tylko w telewizji. Cieszyłam się z jego zwycięstw i smuciłam z jego porażek. Na czas nieobecności mojego ukochanego wprowadziła się do nas Jagoda. To chyba był jeden z nielicznych pomysłów bruneta, które byłam w stanie zaakceptować.
-Kochanie…napijesz się czegoś?-spytała, spoglądając na mnie z przejęciem
Pokręciłam przecząco głową. Uśmiechnęła się łagodnie, zajmując miejsce obok mnie. Moją uwagę odwrócił od szklanego ekranu telewizora, dzwoniący telefon. Pokręciłam ze śmiechem głową. Byłam pewna kogo głos usłyszę po drugiej stronie. Podniosłam się po woli z miejsca, sięgając po dzwoniącą komórkę.
-Słucham-powiedziałam ze śmiechem, oczekując na reakcję z drugiej strony
-Jula?-zmarszczyłam lekko brwi, próbując rozpoznać glos, który dochodził do mojego układu słuchowego
Znałam ten głos. Bardzo dobrze. Nie należał on na pewno do Kamila…
-Sebastian?-spytałam, niepewnie, spoglądając na szatynkę, która uśmiechnęła się łagodnie, opuszczając salon-Stało się coś?-spytałam, czując napływający strach
-Nie. Nie denerwuj się. Tak dzwonię. Chciałem dowiedzieć się co u ciebie słychać? I pogratulować!
Pogłaskałam swój zaokrąglony brzuch, zajmując swoje poprzednie miejsce.
-Dziękuje. A u mnie? Wszystko w porządku. Chciałabym mieć już wszystko za sobą.-wetchnęłam
-To zrozumiałe. Taki brzuszek musi sporo ważyć-zaśmiał się, co mimowolnie odwzajemniłam
-Nawet nie wiesz jak bardzo-dodałam ściszonym głosem
Między nami zapanowała cisza. Z sekundy na sekundę zamieniająca się w niezręczność. Nie pamiętam już czasu kiedy cisza była naszym sposobem na rozmowę. Na spędzanie wolnego czasu. Wiele się  zmieniło. Ja się zmieniłam. On. My. Nie jesteśmy już tymi samym dziećmi.
-A u ciebie? -spytałam zachrypniętym głosem, układając się wygodnie na poduszkach
-Nie narzekam. Na razie wszystko układa się pozytywnie, ale zawsze znajdzie się coś co trzeba poprawić. Zresztą chciałbym ci coś powiedzieć…-urwał, a ja zaskoczona wpatrywałam się w przestrzeń przed sobą
Czekałam na jego odpowiedź, ale w słuchawce usłyszałam męski, donośny głos.
-Przepraszam cię. Dokończymy później, dobrze?-spytał
-Dobrze-dodałam, odkładając telefon na jego miejsce
 Byłam zaskoczona jego telefonem, ale z drugiej strony szczęśliwa. Nie chciałam go stracić.

***
I tak nadszedł Turniej Czterech Skoczni. Jedna z prestiżowych imprez tego sezonu.
Z uśmiechem stałam przed drzwiami jednego z hotelowych pokoi. Co jakiś czas dusząc w sobie uśmiech, spoglądałam w stronę mojej przyjaciółki. Po chwili miałam już dość panującej wokół mnie ciszy . Zapukałam do drzwi, odsuwając się na bezpieczną odległość. Oparłam się plecami o ścianę, czekając na mojego ukochanego w drzwiach.
-Piotrek jeśli to znowu ty …to nie wiem po prostu co Ci…-zamilkł, wpatrując się we mnie jak zaczarowany
Wybuchłam śmiechem, przytulając się do niego.
-Ciebie też miło widzieć, skarbie-pocałowałam go w policzek, stając z nim twarzą w twarz
Chłopak wciąż nie mógł uwierzyć w to, że przed nim stoję.
-Co ty tutaj robisz?-spytał zaskoczony, mocno mnie do siebie przytulając
Odwzajemniłam pieszczotę .Lekceważąc całkowicie jego pytanie, ułożyłam swoją głowę na jego ramieniu.
-Jula…stało się cos?-spytał, bacznie mi się przyglądając
-Nie. Czemu? Wszystko jest w jak najlepszym porządku- wyznałam z szerokim uśmiechem, wymijając go
Weszłam do jego pokoju. Z uśmiechem spoglądałam na porządek jaki panował wokół niego.
-A twój towarzysz , wparował?-spytałam ze śmiechem, zauważając drugą część pokoju, która nie była taka czysta i schludna
-Dobrze by było-westchnął, opadając na łóżku
Położyłam się obok niego. Wykonując każdy gest podobnie jak on. Widziałam jak się martwi. Czuje, jak wielka presja na nim ciąży. Każdy Polak wierzy, że to właśnie on pokaże Austriakom  kto rządzi w świecie skoków.
-Będzie dobrze-wyszeptałam, kładąc swoją głowę na jego ramieniu
Odpowiedziała mi cisza. Wiedziałam, że musi się jakoś odstresować, ale nie przesadzajmy. Po chwili podniósł się z miejsca, całując mnie w czubek głowy. Zaskoczona wpatrywałam się w jego sylwetkę, która opierała się o drewniany parapet. Nie patrzył na mnie. Patrzył w jakiś punkt ulokowany przed sobą. Po woli podniosłam się z miejsca, stając obok niego.
-Kochanie…-zaczęłam niepewnie-Rozumiem Cię…albo raczej staram się Ciebie zrozumieć. Nigdy nie będę w twojej skórze, ale nie możesz się tak zamęczać…-gładziłam jego ramię swoja ręką, próbując dodać mu w ten sposób otuchy
-Masz racje…nie rozumiesz. Nie oto tutaj chodzi. Chciałem Ci powiedzieć…nie wiem jak…ale…-zamilkł, kiedy wokół nas rozniósł się dźwięk pukania do drzwi
Brunet wyminął mnie. Staną przy drzwiach , spoglądając na mnie. Z jego ust mogłam wyczytać słowo kocham Cię. Uśmiechnęłam się, ale po chwili uśmiech mi zrzedł. Z niedowierzaniem przyglądałam się osobie, która stała przed mną. Ona była nie mniej zaskoczona. Lustrowała mnie wzrokiem, a później jej oczy przystanęły na moim brzuchu. Zakryłam go dłońmi na tyle ile mogłam.
-Co ona tutaj robi?-spytałam podirytowana, spoglądając na Kamila, który ze spuszoną głową zatrzasnął za nią drzwi
-Jestem fotografką polskiej reprezentacji, Kamil Ci nie wspominał?-spytała, a na jej ustach zagościł szyderczy uśmiech
-Jakoś zapomniał…-warknęłam, podirytowana całą, zaistniałą sytuacją
Spoglądałam na niego z wyrzutem. Rozumiem, że nie chciał mnie denerwować, ale okłamywanie jest jeszcze gorsze. Bez słowa wyminęłam tą dwójkę, z całej siły zatrzaskując za sobą drzwi.
-Julka-słyszałam za sobą jego głos, ale nie myślałam zwolnić
-Zostaw mnie w spokoju!-krzyczałam
Szłam przed siebie. Po chwili usłyszałam za sobą kolejne nawoływanie. Jednak już nie był to Kamil. Uśmiechnęłam się, odwracając na pięcie. Wpatrywałam się w blondyna, który biegną w moją stronę.
-Wyglądasz kwitnąco. -pocałował mnie w policzek
-Dziękuje. Ty również. Hahah...widzę, że sezon ci służy-zaśmiałam się, co odwzajemnił
-Co tutaj robisz? Dawno przyjechałaś?
-Nie-pokręciłam głową- Niedawno. Przed chwilą. Chciałam odwiedzić Kamila, ale teraz to nie jestem pewna czy było to dobry pomysł-posmutniałam, czując jak do moich oczu zaczynają napływać łzy
Sebastian bez słowa , mocno mnie do siebie przytulił, a ja już całkowicie się rozkleiłam. Kochałam Kamila. Całym sercem. Nad życie. Nie chciałabym go stracić. A teraz kiedy Ewa ma go na wyciagnięcie ręki, nawet miłości nie jestem już pewna.
-Cii…kochanie w takim stanie nie możesz się denerwować. To może wam zaszkodzić…chodź zapraszam cię na ciacho i gorącą czekoladę
Spojrzałam na niego zaszklonym wzrokiem, czując mocne kopnięcie w brzuchu.
-Widzisz co narobiłeś?-spytałam z uśmiechem –Teraz już nie mogę odmówić, bo mały mi żyć nie da-dodałam z równym entuzjazmem
-Więc zapraszam. Znam bardzo dobrą kawiarnie nieopodal skoczni.-dodał, prowadząc mnie pod ramię


Od autorki:
Bez humoru. Bez czegokolwiek mieszam w tym opowiadaniu. Pewnie już dostrzegłyście w obietnicach dobiegamy już do końca...co prawda to prawda, ale końca I SERII. 
Później pojawi się druga. 
Mam nadzieje, że się wam spodoba. :)
Buziaki :*

sobota, 14 czerwca 2014

Obietnica dwudziesta trzecia.

Pare miesięcy później.
Nie potrafiłam przechodzić obojętnie obok  luster, a kiedy przystawałam na moment nie potrafiłam odwrócić wzroku od swojego zaokrąglonego brzuszka. Co chwilę głaskałam go z dumą i uczuciem.
-Julka-usłyszałam przed sobą roześmiany głos Kamila
Spojrzałam na niego zamyślanym wzrokiem.
-Nie chce cię popędzać, bo znów wyjdzie jak ostatnio. Ale przyspiesz trochę, dobrze?-spytał , całując mnie przelotnie w czubek głowy
Skinęłam głową. Było mi ciężej. O wiele, ale nie czułam się  z tym źle. Wręcz przeciwnie, byłam szczęśliwa.  
Kamil stał przed drzwiami kliniki, wpatrując się we mnie z wyczekiwaniem. Rozbrajała mnie jego systematyczność i to, że wszystko musi mieć zapięte na ostatni guzik.
Pocałowałam go w policzek, po chwili wymijając w drzwiach kliniki. Szłam przed siebie długim korytarzem, czekając na to , aż brunet do mnie dołączy. Z uśmiechem skwitowałam jego pojawienie się tuż przy mnie.
-Już nie dąsaj się tak-pocałowałam go w brodę, zajmując miejsce na jednym z krzesełek
Przez krótką chwilę byliśmy na korytarzu sami. Dołączyło do nas kilka kobiet w zaawansowanej ciąży. Ułożyłam się wygodnie na krzesełku, ściskając dłoń swojego ukochanego. Ułożyłam głowę na jego ramieniu, zamykając oczy.
-Kocham Cię-wyszeptałam, tak cicho by tylko on mnie usłyszał
Czułam. Po prostu czułam jak się uśmiecha.
-Ja ciebie, a raczej was też-ucałował mnie w głowę, nerwowo podrygując nogą
-Przestań!-powiedziałam dławiąc się śmiechem
Spojrzał na mnie zaskoczony, na co ja kiwnięciem wskazałam na powód mojego niezadowolenia. Uspokoił swoją kończynę, a ja w spokoju mogłam spowrotem oddać się wyciszeniu.
Drzwi gabinetu się otworzyły, a w nich staną dobrze znany mi mężczyzna. Uśmiechnęłam się szeroko na jego widok. Nie był zwykłym lekarzem. Dla każdej z pacjentego był jak dobry przyjacie. Wysłuchiwał ich problemów i starał się pomóc. Takiego  lekarza ze świeczką szukać.
-Pani….ooo Pani Julia. Zapraszam-spojrzał na mnie z szczerym i ciepłym uśmiechem, a ja podążałam tuż za Kamilem
-Dzień dobry-powiedziałam , zajmując wyznaczone przez dłoń mężczyzny miejsce
-Witam i jak się czujemy? Kruszynka dokucza, czy ma pani spokój?-spytał ze śmiechem, wypełniając moją kartotekę
-Na chwilę obecną nie mogę narzekać-zaśmiałam się, podnosząc z miejsca
Usiadłam na fotelu, wygodnie układając swoje nogi. Dłonią podciągnęłam skrawek swojej bluzki do góry. Wzdrygnęłam się lekko, kiedy poczułam na swoim ciele zimny żel.
-Nie widzę tutaj nic niepokojącego. Kruszynka rozwija się prawidłowo. W razie czego zgłoszę panią na badania prenatalne. To rutynowe badania, także nie ma się pani czym przejmować-wyznał z uśmiechem-Jednak mam do państwa pytanie-dodał spoglądając na Kamila, który stał tuz zza jego plecami-Chcą państwo poznać płeć dziecka?-spytał,  a ja ochoczo pokiwałam głową na znak zgody-Dobrze, więc sprawdzamy
Spoglądałam na ekran z przymrużonymi oczami. Próbowałam się czegoś dopatrzeć. Małego szczególiku, który powie mi kim będzie mała kruszynka.
-Gratulacje!-powiedział mężczyzna, a ja spojrzałam na niego z wyczekiwaniem-Będziecie państwo mieli synka!
Z radością spojrzałam na Kamila, który mocno mnie do siebie przytulił.  Po chwili mój obraz kursował pomiędzy zdjęciem USG w moich rękach, a brzuchu, który znajdowała się nad nim. Byłam szczęśliwa. Teraz w pełni.
Zsunęłam po woli nogi, podnosząc się z miejsca.
-Tutaj jest skierowanie. Badania proszę zrobić jak najszybciej. To bardzo ważne. Na obecną chwile nie widzę niczego niepokojącego, ale gdyby coś się stało to proszę dzwonić. O każde porze dnia i nocy-powiedział, oddając w moje ręce skierowanie
-Dobrze. Na pewno będziemy dzwonić-powiedział Kamil , jako pierwszy podnosząc się z miejsca
Wyszliśmy z kliniki do siebie przytuleni. Czułam na sobie co chwilę spojrzenie skoczka. Był dumny, szczęśliwy. Tak jak ja.
-Kochanie…nad czym tak intensywnie rozmyślasz?-spytał, a ja dopiero teraz dostrzegłam, że znajdujemy się pod naszym mieszkaniem
Westchnęłam , wchodząc do środka.
-Nad imieniem-wyznałam , ściągając kurtkę
Skierowałam się przed siebie, kładąc swoją dłoń na obolałym krzyżu. Skrzywiłam się. Wszystko mnie bolało. Nogi, plecy. Wszystko!
-Usiądź, a ja przyrządzę coś do zjedzenia, dobrze?-ucałował mnie w czoło, kiedy układałam się na kanapie-A co do imienia, co ciekawego wymyśliłaś?-spytał rozbawiony
Nie rozumiałam go, a mówią, że to kobietą w ciąży waha się nastrój. Wzruszyłam bezwładnie ramionami.
-Co byś powiedział na…Oliwier, Kajetan. Oliwier od zawsze mi się podobał, a Kajetana możemy zmienić jeśli ci się nie podoba-powiedziałam, spoglądając z wyczekiwaniem w kierunku kuchennego aneksu
-Mi się podoba. Nie trzeba nic zmieniać. –powiedział, opadając obok mnie
Teraz znów wyglądał na przybitego. Boże ja już go nie ogarniam!
-Kamiś, dzieje się coś? Zachowujesz się gorzej niż ja. Naprawdę-wyznałam, a na jego ustach pojawił się blady uśmiech
Chłopak całkowicie mnie zaskoczył. Nagle mocno wtulił się w mój brzuch.
-Nie chcę was zostawiać. To chyba jest moja najgorsza rozłąkę-powiedział po chwili, a ja wplątałam swoje dłonie w jego włosy
-Będzie dobrze-wyszeptałam, całując go w czubek głowy- Postaram się pojawić na zawodach. Oczywiście na tyle ile pozwoli mi mój stan, ale w Zakopanym zobaczysz mnie na pewno!
Reszta wieczoru minęła bardzo szybko.

*Kamil*
-…ale będziesz dzwonić , gdyby coś się działo?-spytałem z przejęciem
Było mi trudno zostawić ją samą. Sam nie wiem jak to będzie kiedy mały już się urodzi, chyba postanowię zrobić sobie rok przerwy. Dziecko nie może wychowywać się bez ojca. Do tego na pewno nie dopuszczę. Kocham skoki, ale rodzina jest najważniejsza.  
-Uważaj na siebie. Wiesz , że teraz odpowiadasz za waszą dwójkę?-spytałem, obejmując ją
-Kamil…za kogo ty mnie masz?-spytała ze złością-Potrafię się zaopiekować sobą i swoim dzieckiem-warknęła, a ja mocno ją do siebie przytuliłem
-Nie obrażaj się. Martwię się po prostu. Zrozum mnie.
-Rozumiem, albo przynajmniej staram się. Ale nie dajmy się wpędzić w obsesje. Wszystko jest dobrze. Badania wyszły dobrze. Nasz synek jest cały i zdrowy- westchnęła, a ja przytaknąłem głowa
-Wiem, ale nie potrafię się powstrzymać. Nie chce go stracić.
-Ja też. Zrozum.
-Dobrze. Przestaję-wyznałem, unosząc do góry dłonie w geście poddania-Muszę już jechać-pocałowałem ją w policzek, przykucając przy jej brzuchu-A ty kochanie czuwaj nad całą sytuacją-zaśmiałem się-Kocham Cię-dodałem , całując ją
-Będę tęsknić-powiedziałem w jej stronę, ostatni raz pocałowałem ją w usta
Ciągnąc za sobą walizkę, wyszedłem z mieszkania.
Pomachałem jej ostatni raz , ruszając sprzed domu. jechałem spokojnie, wsłuchując się w tekst piosenki lecącej w radiu. Zacisnąłem dłonie wokół kierownicy. Musze być silny i wytrzymać. Muszę.

Od autorki:
Oceny wystawione i w końcu święty spokój! :D Teraz tylko czekać na zakończenie roku. :) 
Mam dla was dobrą wiadomość...rozdziały będą pojawiać się częściej! :) 
Mam nadzieje, że jest sens kończenia tego opowiadania...:(
Tak odskakując od tematu...POLSKA WYGRAŁA Z WŁOCHAMI!!! :D
Pozdrawiam i do następnego :*

PS. Każda zaległość u was zostanie nadrobiona. Obiecuje! :D

piątek, 6 czerwca 2014

Obietnica dwudziesta druga.

Koniec. Nadszedł dzień, w którym musiałam się pożegnać z słońcem, plażą i wszystkim tym co kojarzyło się z błogim lenistwem. Z niechęcią przymknęłam swoją walizkę, usilnie próbując dopiąć cholerny zamek. 
-Daj. Ja to zrobię.-usłyszałam za sobą roześmiany głos Kamila
Uśmiechnęłam się łagodnie, całując go przelotnie w policzek.
-Dziękuję-wyszeptałam, kierując się w stronę łazienki
Bacznym wzrokiem lustrowałam pomieszczenie , odszukując znajoma rzecz. Kamień z serca. Na szczęście każda z moich własności miała swoje miejsce w walizce. Wróciłam do Kamila, który z triumfującym uśmiechem , odstawił moją walizkę na bok. Odwzajemniłam gest, biorąc do rąk nasze paszporty i bilety lotnicze. Z grymasem niezadowolenia, oparłam się o ścianę czekając na bruneta, który zamykał hotelowy pokój.
-Nie mam ochoty wracać-wymruczałam, czując jak chłopak otula moje biodra swoimi rękami
Jego ciepło całkowicie mi się udzielało, szkoda, że nie było podobnie z entuzjazmem jakim on pałał.
-Niestety ja już muszę wracać. Rozumiesz. Trening , nowy sezon.-westchnął, opierając swoje czoło o moje
Jego ciepły oddech, łagodnie muskał moje policzki. Zagryzłam wargę, kiedy ściągnął z mojego nosa przeciwsłoneczne okulary, wpatrując mi się prosto w oczy. Moje kolana uginały się pod ciężarem tego spojrzenia. Przyjemny dreszcz kursował tam i spowrotem po moich plecach.
-Musimy już iść-wychrypiał, a ja ze złością podążałam tuż za nim
-A myślałam, że to ja potrafię spieprzyć przyjemna atmosferę-fuknęłam, schodząc z walizką po schodach
Cichy śmiech Kamila powodował u mnie atak irytacji. Ja nie widziałam w tym nic zabawnego.
Ze znudzeniem oparłam się plecami o ścianę recepcji. Byłam zła, ale ona była spowodowana też czymś jeszcze. Mój humor od rana zmieniał się jak na karuzeli. Nie potrafiłam już sama siebie zrozumieć. Westchnęłam, krzyżując dłonie. Wpatrywałam się pustym wzrokiem w punkt ulokowany przed sobą. Łagodne szarpnięcie wybudziło mnie z zamyślenia. Błądziłam nieobecnym wzrokiem po twarzy Kamila.
-Idziemy?-spytał łagodnie się uśmiechając
Skinęłam głową, jako pierwsza tym razem opuszczając budynek hotelu. Szłam łagodnym krokiem, oddając swój bagaż kierowcy, pośpiesznie zajmując swoje miejsce w taksówce. Było mi tak jakoś dziwnie. Nie czułam się najlepiej. W ogóle ostatnie dni mojego pobytu na wakacjach były fatalne. Dostałam jakieś grypy żołądkowej, która nie chciała mnie opuszczać nawet na krok. Kiedy brunet znalazł się tuż przy mnie ułożyłam swoja głowę na jego  ramieniu, zamykając oczy.

***
Od wakacji minął już miesiąc. Dni mijały niemiłosiernie szybko. Nim się obróciłam już czekały na mnie testy zaliczeniowe. Nie potrafiłam zmrużyć oka w noc. Jednym powodem była nauka. Moje pośpieszne analizowanie każdej z notatek, a drugie moje samopoczucie. Czułam się strasznie osłabiona, jakby ktoś pozbawił mnie jakiejkolwiek chęci do życia. Na jutro mam umówioną wizytę u lekarza. Oczywiście wszystko było winą mojego ukochanego chłopaka i przyjaciółki. Obaj sprzymierzyli się przeciwko mnie.
Wyprostowałam swoje nogi, odczuwając ulgę. Ułożyłam swoją głowę na zagiętej poduszce, ulokowanej pod moim karkiem. Od dłuższego czasu pragnęłam długiego i spokojnego snu. Miejsce obok mnie było puste. Znów czułam w swoich ustach dudniący dźwięk samotności.  Brunet właśnie znajdował się na zgrupowaniu w Szczyrku. Tęskniłam za nim, ale byłam świadoma tego, że to jego praca. Zajęcie , które stało się również jego pasją. Tak samo czułam się ja. Psychologia była dla mnie czymś miłym, a nie zajęciem , które musi przynosić mi dochody. Dźwięk telefonu postawił mnie na ziemi. Wzrokiem odszukałam swój telefon, podnosząc się z miejsca. Nacisnęłam zieloną słuchawkę , przystawiając komórkę do ucha.
-Słucham…-powiedziałam ziewając
-Znów nie śpisz? Kochanie myślałem , że zrozumiałaś mnie kiedy mówiłem ci, że masz się nie przemęczać-usłyszałam zaniepokojony głos Kamila
Jak ja za nim tęskniłam. Naprawdę. Aczkolwiek czekałam na inne słowa z jego strony. Prychnęłam cicho, powracając na swoje poprzednie miejsca. Przeczesałam swoje włosy, czekając na reakcję z drugiej strony.
-To dla mnie bardzo ważne, sam wiesz. Od tego zależy moja przyszłość w tym zawodzie-jęknęłam, podnosząc się z miejsca
Poczułam jak grunt usuwa mi się spod nóg. Obraz stawał się coraz mocniej zamazany. Nie czułam się najlepiej. Oparłam się dłońmi o komodę, głęboko oddychając.
-Julka? Julka , jesteś tam? Kochanie? Zaczynam się martwić! Julka!-jego krzyk dochodził do mnie jak zza masywnej ściany
Po chwili nagle wszystko zamilkło, a ja straciłam już kontakt z rzeczywistością.

***
Biel. Białe ściany. Białe prześcieradło. Biała podłoga. Ten koloru już nie raz pojawiła się w mojej pamięci, zadając mi potworny ból. Podniosłam się łagodnie na łokciach, rozglądając się uważnie wokół siebie. Byłam sama, a wokół mnie panowała cisza. Opadłam bezwładnie spowrotem na poduszkę, zaciskając w swoich dłoniach skrawek materiału, którym byłam okryta.
-Jula!-usłyszałam zaniepokojony, aczkolwiek radosny głos mojej przyjaciółki
Szatynka podbiegła do mnie, mocno oplatając mnie swoimi dłońmi. Przez moment nie docierało do mnie świeże powietrze.
-Nawet nie wiesz jak się martwiłam, kiedy Kamil zadzwonił do mnie, że stracił z Tobą kontakt. Myślałam, że nie żyjesz. Kochanie nie strasz nas już tak!-powiedziałam na jednym wdechu, zacieśniając swój uścisk
-Przepraszam, ale jeśli w tym momencie mnie nie puścisz to ja nie wiem, czy twoje słowa nie będą adekwatne do obecnej sytuacji-wyszeptałam, a ona natychmiast odsunęła się od mnie na bezpieczną odległość, łagodnie się uśmiechając w moim kierunku
Próbowałam odwzajemnić gest. Chciałam, a jednak nie potrafiłam. Zamiast niego na moich ustach zagościł niewyraźny grymas.
-Karolina…wiesz już coś? Lekarz powiedział ci co mi jest. Nie mam ochoty spędzać tutaj czasu skoro nie jest on zbytnio potrzebny-wyszeptałam, a ona pogładziła swoją dłonią moją , która bezwładnie leżała na moim kolanie
-Wyglądasz blado. Wątpię, żeby Cię szybko stąd wypuścili-wyszeptała ze smutkiem, a ja z niechęcią skinęłam głową
Nagle drzwi od Sali się otworzył, a w nich stanął średniego wieku mężczyzna, w białym kitlu. Na moich ustach pojawił się grymas, gdy  z tyłu dostrzegłam swojego ginekologa.
-Dzień dobry pani Julio-powiedział jeden z mężczyzn
Z zaskoczeniem wpatrywałam się w niego.
-Dzie-eń dobry. Nic z tego nie rozumiem. Co pan tutaj robi?-spytałam, a lekarz z uśmiechem skierował się w moją stronę
-Ja już jestem zbędny w tym wypadku- uśmiechnął się jeden z nich, odkładając moją kartę na rant łóżka-Życzę wszystkiego najlepszego-dodał , opuszczając salę
Mężczyzna przez dłuższy czas milczał, wygodnie spoglądając na moją przyjaciółkę, która rozumiejąc co chce powiedzieć, opuściła sale szepcząc ciche wrócę później. Zostaliśmy sami, a ja czekałam na odpowiedzi, ale się jej nie doczekałam.
-Proszę mi powiedzieć czy czuła się pani ostatnio osłabiona?-spytał, zakładając nogę na nogę
Skinęłam głową, nie mając pojęcia do czego dąży ta rozmowa.
-Proszę mi powiedzieć co mi dolega. Wie pan, że jak ja mocno nie lubię szpitali, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach-wzdrygnęłam się , czując jak do moich oczu zaczynają napływać łzy
-Rozumiem panią-uśmiechnął się-Długo pani tutaj nie zagości, nie ma co do tego podstaw-dodał, a ja westchnęłam, odczuwając jak potężny ciężar spada mi z serca
-Dziękuję-wyszeptałam, łagodnie się uśmiechając
-Jednak mam do pani jedną prośbę. To co pani powiem za moment może być czymś wspaniałym, jednak tym razem będę miał panią pod bacznym wzrokiem.-odparł, a ja z zaskoczeniem spojrzałam ponownie na mężczyznę
-Chyba pan nie chce mi powiedzieć, że ja…-urwałam, kręcąc z niedowierzaniem głową
Uśmiechnął się łagodnie, kiwając głowa na znak zgody.
-Jest pani w ciąży!-dodał, a ja z uśmiechem pogładziłam swoją dłonią płaski wciąż brzuch
Nie potrafiłam określić tego co właśnie czułam. Radość chciała rozerwać moje serce. To była najwspanialsza wiadomość jakiej mogłam się spodziewać.  
-Musi pani na siebie uważać. Żadnego wysiłku. Żadnego stresu. Po prostu odpoczynek i relaks. To chyba wszystko co kobiety kochają, prawda?-spytała ze śmiechem, a ja skinęłam głową- Będę miał panią na uwadze. Tym razem nie pozwolimy na to by ta kruszynka opuściła panią , bynajmniej nie przed porodem-zaśmiał się , podnosząc równocześnie z miejsca
-Do zobaczenia-powiedział , zamykając za sobą drzwi
-Do zobaczenia-wyszeptałam zamyślona
To co usłyszałam po prostu było jak w śnie. Kilka razy pod nieuwagą lekarza szczypałam się w rękę. Jednak się nie wybudziłam. W obecnej chwili byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie.


Od autorki: 
Oceny już są częściowo ostateczne, ale jednak pozostają jeszcze wyjątki. 
Po 10 oddam się pisaniu nowych rozdziałów  i nadrabianiu zaległości u was!!! 
Mam nadzieje, że dacie mi czas  ;)
Buziaki :*

niedziela, 1 czerwca 2014

Obietnica dwudziesta pierwsza.

Leżeliśmy na piasku , wtuleni w swoje ciała. Woda łagodnie muskała , naszego gołe nogi. Wokół nas panowała cisza, którą regularnie przerywał szum morskich fal. Wciąż nie potrafiłam uwierzyć w to co przed momentem się wydarzyło. Wiedziałam jednak, że moje szczęście nie potrwa długo. Kamil może i oficjalnie nie jest już z Ewą, ale teoretycznie wciąż są małżeństwem. Kąciki moich ust z dużym impetem zmieniły swoje położenie. Poczułam, że tak naprawdę Kamil nie jest w pełni mój.
Przez dłuższą chwilę nie potrafiłam odnaleźć swojego miejsca. Każda z pozycji z upływającym czasem stawała się coraz bardziej niewygodna.
-Ej…-usłyszałam nad sobą roześmiany głos Kamila
Nie spojrzałam na niego. Oparłam swoją głowę o jego ramię, całkowicie nie spoglądając na bruneta, który usilnie próbował spojrzeć mi prosto w oczy.
-Przestań!-krzyknęłam podnosząc się z miejsca
Byłam wściekła. Byłam zła. Byłam rozgoryczona. Byłam smutna. Wszystkie uczucia się we mnie kumulowały, czekając tylko na to aż ktoś w końcu pozwoli opuścić im moje ciało.
-Co się dzieje? Dlaczego taka jesteś. Julka!-krzyknął, równo ze mną podnosząc się z piasku
-Zostaw mnie, dobrze? Chociaż na chwilę, pozwól mi być samej!-odpowiedziałam nawet na moment nie czekając na jego odpowiedź
Ruszyłam przed siebie, sama  nie wiedząc co tak naprawdę chce osiągnąć po przez swoje zachowanie. Nie wiedziałam do czego to doprowadzi.
Szłam spokojnym krokiem brzegiem morza, zaszklonym wzrokiem spoglądając na spokojny akwen. Wokół mnie panowała całkowita cisza. Byłam tylko ja i moje myśli. To było całkowicie nie trafione towarzystwo. Myśli to jeden z najgorszych kompanów do spędzania czasu. Po chwili przystałam, łagodnie zajmując miejsce na piasku. Podciągnęłam nogi pod sam podbródek, opierając go na swoich kolanach. Łzy bezwładnie spływały po moich policzkach.

***
Jeszcze ładnych parę godzin błąkałam się bez celu po plaży. Wiedziałam, że nie powinnam tak wybuchać. Nie potrafiłam znaleźć na swoje zachowanie żadnego usprawiedliwienia. Po prostu go nie było. Ale inaczej nie potrafiłam. Myśl, że on wciąż jest jej mężem chodzi za mną ślad w ślad. Nie potrafię się jej pozbyć.
Na hotelowym korytarzy panował mrok i przeszywająca go cisza. Każdy z gości na pewno został pogrążony w głębokim śnie. Niepewnie nacisnęłam na klamkę jednych z drzwi. Po woli weszłam do środka. Wokół mnie nie zmieniło się nic. Wszystko było takie jak przez momentem. Skierowałam się przed siebie, a wtedy nagle wokół mnie nastała całkowita jasność. Odruchowo zasłoniłam swoje oczy dłońmi, a z moich ust wydał się cichy jęk.
-Martwiłem się…-dochodzi do moich uszu posmutniały głos
-Musiałam sobie przemyśleć wiele rzeczy-wyszeptałam, palcami bawiąc się pierścionkiem
Nie potrafiłam spojrzeć Kamilowi prosto w oczy. Dlaczego? Przez moje dziecinne zachowanie. Szukanie problemu tam gdzie go przynajmniej teoretycznie nie ma. Przez łzy, które wszystko rozmazywały. Panowała miedzy nami cisza. Ja nawet nie drgnęłam. Bałam się. Brawo Ignaczak! Ty to naprawdę wiesz jak coś spieprzyć!
-Przepraszam-wyszeptałam po chwili, drżącymi dłońmi przeczesując rozpuszczone włosy-Nie powinnam tak wybuchać-dodałam skruszona po raz pierwszy spoglądając brunetowi prosto w oczy
Czułam jak moje kolana łagodnie uginają się pod ciężarem jego tęczówek. Skrzywiłam się lekko. Nie dostrzegłam w nich złości, a wręcz przeciwnie zauważyłam zrozumienie, ale najwięcej smutku. Poczułam mocne ukłucie w sercu.
-Rozumiem cię-wychrypiał, podnosząc się z łóżka
Wyminął mnie bez jakiego kolwiek gestu. Chciałam żeby mnie przytulił, pocałował. Powiedział, że wszystko i tak się ułoży. Ale co ja głupia sobie wyobrażałam?! Zrobiłam mu ogromną przykrość. Zadała cios, którego sama bym nie zniosła. W obecnej sytuacji zauważyłam, że Kamil zasługuje na kogoś lepszego niż ja.
Chłopak przykucną przy swojej walizce, uporczywie czegoś poszukując. Bez słowa ściągłam ze swoich nóg sandały, które z hukiem opadły na parkiet. Kamil nawet nie drgnął. Sięgnęłam po czysty ręcznik, piżamę i skierowałam się do łazienki. Ostatni raz spojrzałam na bruneta ze smutkiem w oczach, w których po chwili zalśniły się łzy.

***
Strużki ciepłej wody spływały po moim ciele. Mój oddech był dość płytki, a serce biło rytmicznym krokiem. Oparłam swoje plecy o szklaną szybę kabiny, zamykając oczy. Czułam się strasznie, w żaden sposób nie potrafiąc pozbyć się tego uczucia.
Po jakimś czasie stałam przed drzwiami, niepewnie układając swoją dłoń na klamce. Nacisłam ją , łagodnie odpychając od siebie drzwi. W pokoju panował mrok, który łagodnie przerywała mała lampka na nocnej szafce. Zamknęłam za sobą drzwi, chcąc być jak najciszej. Na palcach skierowałam się w stronę łóżka, odsuwając łagodnie skrawek swojej części kołdry. Z łóżka nagle coś spadło. Zaskoczona podniosłam z podłogi papierową teczkę, zajmując miejsce na rogu. Zmrużyłam oczy, czytając uważnie każde słowo po słowie. Papiery po chwili wypadły mi z rąk, a z zaskoczenia zasłoniłam usta dłonią. Uśmiechnęłam się. Te papiery pokazywały mi to, że Kamil już jest mój. Tylko mój. Dopiero teraz dostrzegłam to gdzie brunet tak naprawdę ulatniał się w ciągu dnia. ROZPRAY ROZWODOWE.  Tylko dlaczego nic mi o tym nie powiedział?
-Chciałem…-wyszeptał, a ja aż podskoczyłam
-Nie śpisz?-spytałam zaskoczona, odwracając się w jego stronę
Uśmiechnął się, opuszkami palców gładząc zewnętrzną powierzchnie mojej dłoni. Po woli skierowałam się w jego stronę, siadając na nim okrakiem.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś? Okłamywałeś mówiąc , że zaczynasz już przygotowania do nowego sezonu!
-Wiem! Kochanie nie chciałem Cię w to mieszać. Wtedy każde z nas przeżywało trudne chwile. Nie chciałem dorzucać Ci kolejnych problemów-ucałował mnie w czubek głowy
-Kocham Cię-wyszeptałam, składając krótki pocałunek na jego odsłoniętym ramieniu
-Ja ciebie też i nie kuś tak , bo za chwilę mogę nie wytrzymać-zaśmiał się, przewracając mnie tak, że to ja znajdowałam się pod nim
-Hahaha, a może ja właśnie tego chcę?-spytałam , przygryzając dolną wargę, łapiąc go za skrawek szarego podkoszulka , który  idealnie ukazywał jego mięśnie
Nasze usta w końcu złączyły się w jedność. Nie byłam świadoma tego jak mocno się za nimi stęskniłam.

***
Otuliłam swoje ciało szczelnie białym prześcieradłem, podnosząc się z miejsca. Nastał nowy dzień. Byłam szczęśliwa. W końcu w pełni. Bezszelestnie odsunęłam balkonowe drzwi, po chwili zasłaniając je ponownie. Zajęłam miejsce na fotelu , ulokowanym w samym rogu. Podciągnęłam swoje kolana pod szyję, otulając je szczelnie rękami. Ułożyłam na nich głowę, przymykając oczy. Teraz czeka nas ślub. Chciałam, żeby ten dzień był jak najszybciej. Chciałam powiedzieć to sakramentalne tak. Od dziecka marzyłam o tym dniu. Wyobrażałam sobie jaki on powinien być. Każdy szczegół gdzieś znajdował się w mojej pamięci.  Sama nie zauważyłam kiedy zmorzył mnie sen.
  
Od autorki:
Postanowiłam dodać rozdział dzisiaj. Taki mały prezencik na dzień dziecka hehe ;)
Bez zbędnych słów…do następnego :*

środa, 28 maja 2014

Obietnica dwudziesta.

Ewa. Byłam pewna , że to ona. Tej twarzy się nie zapomina. Jej szyderczy uśmiech wciąż gościł przed moim oczami.
-Nic. Tylko mi się wydawało-wyszeptałam, spoglądając na Kamila ze smutkiem
Westchnęłam ciężko, wracając na ręcznik. Ułożyłam się na brzuchu, układając swoją głowę na rękach.
Na szczęście  resztę popołudnia spędziłam spokojnie, a uczucie ciągłej obserwacji gdzieś się ulotniło. W końcu w pełni mogłam się cieszyć z wakacji i towarzystwa bruneta.
-Kamil, proszę cię. Wiesz jak ja nie przepadam za niespodziankami-wysyczałam, uporczywie próbując zedrzeć ze swojej twarzy chustkę, która przysłaniała mi całkowicie widok na rozchodzący się wokół mnie świat
-Jeszcze chwila…kochanie-wyszeptał, a raczej wychrypiał
I ja poczułam w swoich ustach suchość, każdy łyk śliny coraz trudniej przedzierał się przez moje gardło.
-Jesteśmy-usłyszałam tuż nad swoim uchem
Wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł dreszcz, a na odkrytych ramionach pojawiła się gęsia skórka.
-Nareszcie-westchnęłam, pomagając Kamilowi ściągnąć materiał z moich oczu
Zaskoczona wpatrywałam się w widok przed sobą. Przepiękny krajobraz zachodzącego słońca. Morze. Koc. Spojrzałam za siebie, a moim oczom ukazała się roześmiana twarz Kamila. Poczułam jak do moich oczu zaczynają napływać łzy. Nigdy nie przepadałam za romantyzmem, zawsze wywoływał u mnie odruchy wymiotne, jednak z czasem moje nastawienie do niego całkowicie się zmieniło.
-I jak ci się podoba?-spytał z uśmiechem, zamykając moje dłonie w swoim uścisku
Zagryzłam lekko wargę, rozglądając się wokół siebie. Mój wzrok dopiero po chwili ustał na twarzy ukochanego.
-Bardzo. Tutaj jest przepięknie. Dziękuję-ostatnie słowo wyszeptałam mu do ucha
Ucałowałam go w policzek, mocno wtulając się w jego ciało.
Wplotłam swoją dłoń w jego włosy, stając z nim twarzą w twarz. Moja dłoń łagodnie była łaskotana przez prawie niewidoczny zarost. Przez dłuższą chwilę trwaliśmy w takiej pozycji. Żadne z nas nie drgnęło nawet o milimetr. Cieszyliśmy się swoją obecnością. Tylko ja i on. Oparłam swoje czoło o jego, przymykając powieki delektowałam się jego zapachem. Zapachem mojej miłości. Przed moim oczami zaczynały przebijać się wspomnienia. Nasze pierwsze spotkanie. Zawody w Zakopanym. Muszę przyznać, że gdyby nie trudny charakter mojej siostry, nigdy nie byłabym tutaj gdzie teraz jestem i nie cieszyłabym się miłością, którą daje mi brunet. Dziękuję ci siostrzyczko.
-Mam do Ciebie pytanie..-z rozmyśleń wybudził mnie głos Kamila
Głos, którym chciałabym być budzona każdego dnia , aż do śmierci. Jego subtelny dźwięk ukajał mój układ słuchowy. Zaskoczona odsunęłam się od Kamila. Chłopak przez dłuższą chwilę utrzymywał mnie w ciszy. 
-Stało się coś?-spytałam z przejęciem, kładąc swoją dłoń na jego policzku
Dotyk jego skóry po raz kolejny wywołał przyjemny dreszcz, który kursował dobrze znaną mu trasą wzdłuż mojego kręgosłupa.
-Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie?-spytał z uśmiechem, a ja przytaknęłam głową
-Tej chwili nie zapomnę nigdy-wyszeptałam
-Właśnie wtedy poczułem coś czego nie czułem przed pierwszym spotkaniu z Ewą. –wyznał, spoglądając prosto w moje oczy
Zaśmiał się,  a ja wpatrywałam się w jego oczy z zaskoczeniem. Zagryzłam dolną wargę, kiedy jego twarz znalazła się blisko mojej.
-Widziałem to-wyszeptał z ironicznym uśmiechem, całując mnie przelotnie w czubek nos
-A co takiego?-spytałam, krzyżując ręce
-Tą iskierkę zazdrości. Słońce teraz liczysz się dla mnie tylko Ty. No może do czasu…
Teraz poczułam złość. O jakim czasie on mówi? Zmrużyłam oczy, a on ze śmiechem spoglądał na moją twarz.  
-O jakim ty czasie mówisz?-spytałam całkowicie zaskoczona jego słowami 
-Ponieważ kochanie kiedyś w moim życiu pojawi się ktoś równie ważny- wyszeptał, obejmując moje ciało w biodrach
Wciąż nie potrafiłam zrozumieć jego słów.
-Pojawi się nasza córeczka-wyszeptał
Poczułam ukłucie w sercu. Z uśmiechem pocałowałam Kamila w usta. Jego słowa wywołały strumień łez, które spływały po moim policzku.
-Nie płacz kochanie-powiedział, opuszkami palców ścierając łzy-Ale teraz przejdę do szczegółów!-wyznał, cicho kaszląc
Zaśmiałam się, jednak mój wyraz twarzy zmienił się diametralnie kiedy Kamil ukląkł tuż przed mną. Z zaskoczenia rozglądałam się wokół siebie. Czułam się jak w jakieś telenoweli. Śnie. Teleturnieju, a zza rogu za chwilę miał wyskoczyć mężczyzna, który krzyknie  MAMY CIĘ.
-Julio…czy zostaniesz moją żoną?-jego głos z echem odbijał się w mojej głowie
Uśmiechnęłam się blado, czując na swoich policzkach kolejny strumień łez.
-Oczywiście, że się zgadam-powiedziałam, a Kamil wsunął na mój palec przepiękny pierścionek, który jednak dla mnie był naj mniej ważny. W obecnej chwili liczył się dla mnie tylko on i uczucie jakie nas połączyło.


Od autorki:
Ze smutkiem dodaję ten rozdział. Jak mogę inaczej wiedząc, że moje skoczne dziecko już małymi kroczkami zbliża się ku końcowi. Chyba dla każde z was ten okres czasu jest najtrudniejszy. Dla mnie bardzo. Czeka mnie również nowa szkoła. Nowe obowiązki. Boję się trochę nowego roku szkolnego. Eh…mam nadzieje , że szczęśliwie doprowadzę tą historię do końca. W obecnym czasie mam nadzieje, że mnie zrozumiecie. Rozdziały nie będą dodawane zbyt często przynajmniej do całkowitego wystawienia ocen. Wstąpiłam tutaj na chwilę. Nie chciałam, żebyście dłużej czekały.
W związku z waszymi opowiadaniami trochę mi głupi, ale dajcie mi czas ,a obiecuję, że nadrobię wszystko. Czas mnie goni! Tak więc…do następnego :*

środa, 14 maja 2014

Obietnica dziewiętnasta.

*Tydzień później*
Ze znudzeniem wpatrywałam się w wielkie przeszklone okno, coraz mocniej zaciskając w swoich dłoniach skrawek bluzki.
-Boisz się latać samolotem?-usłyszałam obok siebie lekko rozbawiony głos Kamila
Zmrużyłam oczy, mierząc jego twarz. Miał racje. Bałam się latać samolotami. Bałam się kiedy nie czułam pod swoimi stopami twardego podłoża.
-To nie jest zabawne- warknęłam, odwracając wzrok w drugą stronę
-Ale kochanie…nie obrażaj się-poczułam na swoim ramionach jego dłoń-Nie ma się co wstydzić, każdy się czegoś boi-wyszeptał mi do ucha, składając krótki pocałunek na jego płatku
Spojrzałam na niego przez ramię, łagodnie się uśmiechając.
Ułożyłam swoją głowę na jego klatce piersiowej, przymykając powieki. Próbowałam uspokoić swoje skołatane z nerwów serce. Jego bicie odbijało się w mojej głowie z echem.
Pustym wzrokiem spoglądałam na ludzi, którzy przewijali się przez budynek lotniska. Na twarzy żadnego z nich nie malował się strach, ani nawet stres jaki niesie za sobą tego typu podróż. Czułam się jak dziwoląg. Jako jedyna obawiałam się tego co  mnie czeka. 
Z rozmyśleń wybudziło mnie lekkie szturchniecie w ramię. Nieobecnym wzrokiem, odszukałam nad sobą twarzy Kamila.
-Nasz samolot już jest!-powiedział  z uśmiechem podnosząc się z miejsca
Westchnęłam zrezygnowana. Jak na ścięcie kierowałam się w stronę blondynki, która z sztucznym uśmiechem na ustach życzyła każdemu z pasażerów miłego lotu. Jeszcze mocniej zacisnęłam w swoje palce wokół dłoni Kamila. Z przeproszeniem po chwili spoglądając na niewyraźną twarz skoczka.
-Przepraszam-wyszeptałam, jedną dłonią oddając kobiecie bilet
-Na drugi raz bądź bardziej delikatniejsza-wyszeptał nad mną
Zaśmiałam się, kierując się z brunetem w stronę samolotu. Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w machinę, do której miałam właśnie wsiąść. Której po części miałam powierzyć swoje życie i zdrowie. Nie wiedziałam, że to będzie aż takie trudne. Wzięłam parę głębszych oddechów, w końcu zabierając się za uwagę. Ruszyłam po woli przed siebie. Kiedy tylko znalazłam się w środku, pospiesznie odszukałam swoje miejsce, które znajdowało się przy Kamilu. Z uśmiechem usiadłam w fotelu, wygodnie się w nim układając.
-Wszystko będzie dobrze…nie panikuj-powiedział, zamykając moją dłoń w uścisku swoich rąk
Uśmiechnęłam się blado. Czułam , że moja twarz była podobnego koloru. Byłam wdzięczna Kamilowi, ze moje miejsce jest od strony korytarza, a nie okna. Tego to ja bym już raczej nie przeżyłam.
-Łatwo mówić…-wyszeptałam, z trudem przełykając ślinę
-Proszę zapiąć pasy. Za chwilę będziemy startować-słowa kobiety rozchodziły się w mojej głowie niczym dźwięk tłuczonego szkła
Z paniką spoglądałam na bruneta, który wzrokiem próbował mnie uspokoić. Moje serce biło jak oszalałe, a oddech stawał się coraz bardziej płytszy. Drżącymi dłońmi zapięłam pasy, jeszcze mocniej wbijając się w fotel. Moje paznokcie mocno wbijały się w oparcie, a z moich ust wydał się cichy jęk.
Mocno wtuliłam się w sylwetkę skoczka, zaciskając z całych sił powieki. Mój oddech był ciężki. Kiedy tylko poczułam, że samolot utrzymał stabilizację, po woli podniosłam się z ciała skoczka.
-Widzisz i nie było się czym tak martwić-wyznał z łagodnym uśmiechem
Kiwałam głową.
-Ale to jeszcze nie koniec-mruknęłam, wkładając do uszu słuchawki

***
Na szczęście dalsza część podróży minęła równie spokojnie. Okazało się , że mój strach był całkowicie zbędny.  
Po paro minutowej drodze znaleźliśmy się w naszym hotelu. Pośpiesznie przejechałam magnetyczną kartą, odpychając od siebie drzwi hotelowego pokoju. Z uśmiechem ściągając z nosa okulary, obserwowałam pomieszczenie.
-Tutaj jest przepięknie-wydusiłam z siebie, rzucając się na wielkie łóżko
-Cieszę się, że Ci się podoba…ale zbieraj się idziemy na plażę.
Z grymasem podniosłam się na łokciach, spoglądając na Kamila.
-Chyba nie myślałaś, że spędzimy cały dzień w pokoju. Widzisz jak ładna pogoda? Chcesz ja zmarnować?!
Westchnęłam, wzruszając ramionami.
-Pięć minut i widzimy się na dole.-powiedział posyłając mi w powietrzu buziaka
Zaśmiałam się, opadając spowrotem na poduszkę. Po krótkiej chwili jednak zebrałam się w sobie i skierowałam się w stronę łazienki. Wzięłam krótki prysznic, wkładając na siebie niedawno zakupione bikini. Z uśmiechem i zadowoleniem przeglądałam się w lustrze. Powróciłam już do normalnej figury. Lekkie zaokrąglenia zniknęły.
Poczułam jak do moich oczu zaczynają napływać łzy. Miałam zacząć żyć na nowo. No właśnie miałam, a sama gmera w pamięci. Nie stop. Julka ty musisz zapomnieć! Przecież jesteś jeszcze młoda i nie raz będzie ci dane zakosztować smaku rodzicielstwa! Uśmiechnęłam się blado do swoich myśli. Wyszłam z łazienki, zarzucając na siebie przewiewną, błękitną sukienkę. Wzrokiem ogarnęłam wzrok , odszukując po chwili okulary, które pospiesznie założyłam na nos. Po chwili spokojnym krokiem przemierzałam hotelowy korytarz.
-Nareszcie-usłyszałam roześmiany głos Kamila, który opierał się nonszalancko o ścianę budynku
Wywróciłam teatralnie oczami , ruszając przed siebie.

***
Słońce dość mocno nas rozpieszczało. Właśnie takiej pogody oczekiwałam. Z uśmiechem podniosłam się z ciepłego piasku. Objęłam Kamila w pasie, układając swój podbródek na jego ramieniu.
-Dziękuję-wyszeptałam
Brunet momentalnie znalazł się przed mną, a ja równie szybko ściągłam z jego twarzy przeciwsłoneczne okulary. Chciałam móc wpatrywać się w jego błękitne tęczówki całymi dniami i nocami. Były moim uzależnieniem. Tak  z każdą kolejną chwilą odczuwałam jak coraz mocniej zatracam się w tym uczuciu. W miłości.
Mocno wtuliłam się w sylwetkę chłopaka. Niestety moja radość nie trwała zbyt długo. Z niedowierzaniem spoglądałam przed siebie. Odsunęłam się od Kamila, ale mój wzrok nawet nie drgnął.
-Powiedz mi, że się mylę…-wyszeptałam, a zaskoczony brunet odwrócił się za siebie.



Od autorki:
Jak czas ucieka. Mamy już dziewietnastą obietnicę. Nie będę się zbędnio rozpisywać... Życzę miłego czytania..:)
Pozdrawiam i do następnego :*

piątek, 2 maja 2014

Obietnica osiemnasta.

Kolejny dzień. Kolejne beznadziejne dwadzieścia cztery godziny, które spędzam na bezcelowym obserwowaniu krajobrazu , który rozciąga się za oknem mojej sypialni. Łzy bezwładnie zalewały moją twarz. Nie odczuwałam już niczego. Smutek, rozgoryczenie, złość, żal to wszystko po prostu odeszło. Podciągnęłam swoje kolana pod swoją brodę, łagodnie opierając na nich swój podbródek. Przymknęłam powieki, a nie musiałam długo czekać na to lekkie łaskoczenie na policzkach. Z każdą kolejną chwilą czułam jak wpadam w stan bezpowrotnej agonii. Wszystko traciło dla mnie jakikolwiek sens.  Zawiodłam się na osobie, na którą mogłam liczyć w każdej sytuacji. Nigdy nie odmówiła mi pomocy. Nigdy. W obecnej sytuacji nawet nie potrafię na nią spojrzeć. To co mi wyrządziła jest po prostu nie wybaczalne. Już nigdy nasze stosunki nie będą takie jak przed wypadkiem.
-Julka…-usłyszałam za sobą cichy głos Kamila
On jako jedyny najboleśniej odczuwał skutki tego co obecnie zachodzi w moim życiu. Spojrzałam na niego zaszklonym wzrokiem, którym chciałam go przeprosić. Chciałam, aby wszystko powróciło do normy.
On bez słowa mocno mnie do siebie przytuliło. Otuliłam swoimi dłońmi jego szyję, ukrywając swoją twarz w jego ramionach. Kiedy brunet znajdowała się blisko mnie czułam ten maksymalny stan szczęścia. Wiedziałam, że wtedy nic nie jest mi już potrzebne.
-Przepraszam-wyszeptałam, a mój głos załamywał się od natłoku zebranych w kącikach oczu łez
Kamil podniósł moją głowę , łagodnie otulając swoim palcem wskazującym mój podbródek. Wtedy byłam zmuszona spojrzeć mu w oczy. Czułam się jak mała dziewczynka, którą rodzice przyłapali na chwili słabości.
-Nie masz mnie za co przepraszać! Kocham cię i musimy się nawzajem wspierać, żeby przeżyć ten trudny okres-dodał, głaszcząc mnie dłonią po włosach
Przymknęłam oczy, mocno zaciskając swoje pięści.
-Dziękuje ci za to , że przy mnie jesteś. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy-wyszeptałam, opierając swoją głowę o ścianę
-Kocham cię i zawsze przy tobie będę-ucałował mnie w policzek, układając moją głowę wygodnie na swoim torsie

***
Siedziałam wygodnie na kanapie w salonie, wpatrując  się w szklany ekran telewizora. Wieczór jak każdy inny. Po woli zataczałam się w rutynie, której jak na złość nie potrafiłam zmienić. Położyłam swoją głowę na poduszce , przymykając oczy. Od ostatniego czasu mój sen graniczył z cudem. Nie potrafiłam w nocy bezwładnie odpłynąć w krainę Morfeusza. Co noc spędzałam ją na parapecie. Każdą noc i każdy dzień. W nocy wszystko było takie inne. Kochałam tą porę dnia. Każdy w niej mógł okazać swoje prawdziwe oblicze. Nikt nie musiał w niej niczego ukrywać. Każdy był po prostu sobą. Nikt nie ukrywał w niej swoich problemów, rozterek.
-Julka…-poczułam jak ktoś łagodnie szarpie mnie za ramię
Zaspanym wzrokiem podniosłam się z kanapy. Otarłam swoje oczy dłonią, już normalnym spojrzeniem spoglądając na radosnego Kamila.
Uśmiechnęłam się nieśmiało, podnosząc z miejsca.
-Stało się coś?-spytałam , składając koc, którym byłam okryta
Kamil z uśmiechem do mnie podszedł otulając mnie swoimi dłońmi w pasie. Zaśmiałam się cicho, czując jego ciepły oddech na swojej szyi. Po chwili poczułam jego usta, których dotyk wywołał przyjemny dreszcz na moim ciele.
-Mmm…a to za co?-wymruczałam mu do ucha, dłonią niedbale przeczesując  jego ciemne włosy
Kamil objął moją twarz dłońmi, składając krótki pocałunek na moich ustach. Stęskniłam się za ich smakiem, dlatego jeszcze mocniej pogłębiłam pieszczotę.
Ze złością mierzyłam twarz Kamila, który odsunął się od mnie na znaczną odległość. Skrzyżowałam na piersi ręce, czekając na słowa wyjaśnienia. Ale nie Kamil roześmiał się, całując mnie w czubek głowy. Wtedy byłam już całkowicie rozkojarzona.
-Co to miało być…co? Wiesz powinnam się obrazić. Tak się nie robi!-ze śmiechem uderzyłam bruneta lekko w ramię
-Oj nie złość się-powiedział ze śmiechem obejmując mnie ramieniem
Zachłannie wdychałam zapach jego perfum. Jego ciała. Sama nie wiem jak przetrwałam cały ten czas bez jego bliskości.
-Więc o co chodzi? Byłeś taki radosny?-spytałam, spoglądając podejrzliwie na swojego chłopaka
Kamil gestem dłoni wskazał mi miejsce na kanapie. Zaskoczona wykonałam prośbę, jednak wciąż byłam ciekawa tego co się wydarzyło.
-Mam dobrą wiadomość-powiedział z uśmiechem, a ja spiorunowałam go wzrokiem
-Dostrzegłam to bez tej podpowiedzi-prychnęłam, ale w głębi serca czekałam na szczegóły
-Więc…postanowiłem zrobić krótką przerwę od treningów. Łukasz się zgodził. Za tydzień lecimy na wakacje! Tylko proszę cię nie mów, że nie masz ochoty .-powiedział  z wyczekiwaniem czekając na moją reakcję
Z zaskoczeniem mu się przyglądałam. Przez sekundę w mojej głowie przeleciały wszystkie argumenty za i przeciw. Uśmiechnęłam się blado.
-Czemu nie? Może nie będzie tak źle-zaśmiała się
Tym razem na twarzy Kamila malowało się zaskoczenie. Nie potrafiłam przepuścić takiego widoku i po prostu zaczęłam się śmiać. Śmiech był nagły i nie potrafiłam go w żaden sposób powstrzymać.  
-Przepraszam…-powiedziałam próbując być poważną, jednak w głębi siebie tłumiłam śmiech
Spojrzałam na Kamila, ale na jego twarzy nie malowała się złość, wręcz przeciwnie. Z uśmiechem wpatrywał się we mnie. Odruchowo opuszkami palców, przejechałam wokół swoich ust, lekko marszcząc brwi.
-Brudziłam się?-spytałam , ale odpowiedź Kamila była przecząca
-Po prostu cieszę się, że wkońcu widzę szczery uśmiech na twojej twarzy-wyszeptał, zakładając kosmyk moich włosów za ucho
Uśmiechnęłam się blado, wtulając się w Kamila.
-Teraz już wszystko się ułoży. Obiecuję-wyszeptałam, a Kamil pocałował mnie przelotnie w czubek nosa




Od autorki

 Tak jak obiecałam, rozdział jest dłuższy, ale czy lepszy to już pozostawiam waszej ocenie. :)
A wy wiecie , że nasz Klimek zostanie tatą? Gratulacje i czekamy na małego Murańkę :)

Pozdrawiam i do następnego :*
Zapraszam na coś nowego. Mam nadzieje, że nie macie dość Kamila? :D

>KLIK<