środa, 28 maja 2014

Obietnica dwudziesta.

Ewa. Byłam pewna , że to ona. Tej twarzy się nie zapomina. Jej szyderczy uśmiech wciąż gościł przed moim oczami.
-Nic. Tylko mi się wydawało-wyszeptałam, spoglądając na Kamila ze smutkiem
Westchnęłam ciężko, wracając na ręcznik. Ułożyłam się na brzuchu, układając swoją głowę na rękach.
Na szczęście  resztę popołudnia spędziłam spokojnie, a uczucie ciągłej obserwacji gdzieś się ulotniło. W końcu w pełni mogłam się cieszyć z wakacji i towarzystwa bruneta.
-Kamil, proszę cię. Wiesz jak ja nie przepadam za niespodziankami-wysyczałam, uporczywie próbując zedrzeć ze swojej twarzy chustkę, która przysłaniała mi całkowicie widok na rozchodzący się wokół mnie świat
-Jeszcze chwila…kochanie-wyszeptał, a raczej wychrypiał
I ja poczułam w swoich ustach suchość, każdy łyk śliny coraz trudniej przedzierał się przez moje gardło.
-Jesteśmy-usłyszałam tuż nad swoim uchem
Wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł dreszcz, a na odkrytych ramionach pojawiła się gęsia skórka.
-Nareszcie-westchnęłam, pomagając Kamilowi ściągnąć materiał z moich oczu
Zaskoczona wpatrywałam się w widok przed sobą. Przepiękny krajobraz zachodzącego słońca. Morze. Koc. Spojrzałam za siebie, a moim oczom ukazała się roześmiana twarz Kamila. Poczułam jak do moich oczu zaczynają napływać łzy. Nigdy nie przepadałam za romantyzmem, zawsze wywoływał u mnie odruchy wymiotne, jednak z czasem moje nastawienie do niego całkowicie się zmieniło.
-I jak ci się podoba?-spytał z uśmiechem, zamykając moje dłonie w swoim uścisku
Zagryzłam lekko wargę, rozglądając się wokół siebie. Mój wzrok dopiero po chwili ustał na twarzy ukochanego.
-Bardzo. Tutaj jest przepięknie. Dziękuję-ostatnie słowo wyszeptałam mu do ucha
Ucałowałam go w policzek, mocno wtulając się w jego ciało.
Wplotłam swoją dłoń w jego włosy, stając z nim twarzą w twarz. Moja dłoń łagodnie była łaskotana przez prawie niewidoczny zarost. Przez dłuższą chwilę trwaliśmy w takiej pozycji. Żadne z nas nie drgnęło nawet o milimetr. Cieszyliśmy się swoją obecnością. Tylko ja i on. Oparłam swoje czoło o jego, przymykając powieki delektowałam się jego zapachem. Zapachem mojej miłości. Przed moim oczami zaczynały przebijać się wspomnienia. Nasze pierwsze spotkanie. Zawody w Zakopanym. Muszę przyznać, że gdyby nie trudny charakter mojej siostry, nigdy nie byłabym tutaj gdzie teraz jestem i nie cieszyłabym się miłością, którą daje mi brunet. Dziękuję ci siostrzyczko.
-Mam do Ciebie pytanie..-z rozmyśleń wybudził mnie głos Kamila
Głos, którym chciałabym być budzona każdego dnia , aż do śmierci. Jego subtelny dźwięk ukajał mój układ słuchowy. Zaskoczona odsunęłam się od Kamila. Chłopak przez dłuższą chwilę utrzymywał mnie w ciszy. 
-Stało się coś?-spytałam z przejęciem, kładąc swoją dłoń na jego policzku
Dotyk jego skóry po raz kolejny wywołał przyjemny dreszcz, który kursował dobrze znaną mu trasą wzdłuż mojego kręgosłupa.
-Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie?-spytał z uśmiechem, a ja przytaknęłam głową
-Tej chwili nie zapomnę nigdy-wyszeptałam
-Właśnie wtedy poczułem coś czego nie czułem przed pierwszym spotkaniu z Ewą. –wyznał, spoglądając prosto w moje oczy
Zaśmiał się,  a ja wpatrywałam się w jego oczy z zaskoczeniem. Zagryzłam dolną wargę, kiedy jego twarz znalazła się blisko mojej.
-Widziałem to-wyszeptał z ironicznym uśmiechem, całując mnie przelotnie w czubek nos
-A co takiego?-spytałam, krzyżując ręce
-Tą iskierkę zazdrości. Słońce teraz liczysz się dla mnie tylko Ty. No może do czasu…
Teraz poczułam złość. O jakim czasie on mówi? Zmrużyłam oczy, a on ze śmiechem spoglądał na moją twarz.  
-O jakim ty czasie mówisz?-spytałam całkowicie zaskoczona jego słowami 
-Ponieważ kochanie kiedyś w moim życiu pojawi się ktoś równie ważny- wyszeptał, obejmując moje ciało w biodrach
Wciąż nie potrafiłam zrozumieć jego słów.
-Pojawi się nasza córeczka-wyszeptał
Poczułam ukłucie w sercu. Z uśmiechem pocałowałam Kamila w usta. Jego słowa wywołały strumień łez, które spływały po moim policzku.
-Nie płacz kochanie-powiedział, opuszkami palców ścierając łzy-Ale teraz przejdę do szczegółów!-wyznał, cicho kaszląc
Zaśmiałam się, jednak mój wyraz twarzy zmienił się diametralnie kiedy Kamil ukląkł tuż przed mną. Z zaskoczenia rozglądałam się wokół siebie. Czułam się jak w jakieś telenoweli. Śnie. Teleturnieju, a zza rogu za chwilę miał wyskoczyć mężczyzna, który krzyknie  MAMY CIĘ.
-Julio…czy zostaniesz moją żoną?-jego głos z echem odbijał się w mojej głowie
Uśmiechnęłam się blado, czując na swoich policzkach kolejny strumień łez.
-Oczywiście, że się zgadam-powiedziałam, a Kamil wsunął na mój palec przepiękny pierścionek, który jednak dla mnie był naj mniej ważny. W obecnej chwili liczył się dla mnie tylko on i uczucie jakie nas połączyło.


Od autorki:
Ze smutkiem dodaję ten rozdział. Jak mogę inaczej wiedząc, że moje skoczne dziecko już małymi kroczkami zbliża się ku końcowi. Chyba dla każde z was ten okres czasu jest najtrudniejszy. Dla mnie bardzo. Czeka mnie również nowa szkoła. Nowe obowiązki. Boję się trochę nowego roku szkolnego. Eh…mam nadzieje , że szczęśliwie doprowadzę tą historię do końca. W obecnym czasie mam nadzieje, że mnie zrozumiecie. Rozdziały nie będą dodawane zbyt często przynajmniej do całkowitego wystawienia ocen. Wstąpiłam tutaj na chwilę. Nie chciałam, żebyście dłużej czekały.
W związku z waszymi opowiadaniami trochę mi głupi, ale dajcie mi czas ,a obiecuję, że nadrobię wszystko. Czas mnie goni! Tak więc…do następnego :*

środa, 14 maja 2014

Obietnica dziewiętnasta.

*Tydzień później*
Ze znudzeniem wpatrywałam się w wielkie przeszklone okno, coraz mocniej zaciskając w swoich dłoniach skrawek bluzki.
-Boisz się latać samolotem?-usłyszałam obok siebie lekko rozbawiony głos Kamila
Zmrużyłam oczy, mierząc jego twarz. Miał racje. Bałam się latać samolotami. Bałam się kiedy nie czułam pod swoimi stopami twardego podłoża.
-To nie jest zabawne- warknęłam, odwracając wzrok w drugą stronę
-Ale kochanie…nie obrażaj się-poczułam na swoim ramionach jego dłoń-Nie ma się co wstydzić, każdy się czegoś boi-wyszeptał mi do ucha, składając krótki pocałunek na jego płatku
Spojrzałam na niego przez ramię, łagodnie się uśmiechając.
Ułożyłam swoją głowę na jego klatce piersiowej, przymykając powieki. Próbowałam uspokoić swoje skołatane z nerwów serce. Jego bicie odbijało się w mojej głowie z echem.
Pustym wzrokiem spoglądałam na ludzi, którzy przewijali się przez budynek lotniska. Na twarzy żadnego z nich nie malował się strach, ani nawet stres jaki niesie za sobą tego typu podróż. Czułam się jak dziwoląg. Jako jedyna obawiałam się tego co  mnie czeka. 
Z rozmyśleń wybudziło mnie lekkie szturchniecie w ramię. Nieobecnym wzrokiem, odszukałam nad sobą twarzy Kamila.
-Nasz samolot już jest!-powiedział  z uśmiechem podnosząc się z miejsca
Westchnęłam zrezygnowana. Jak na ścięcie kierowałam się w stronę blondynki, która z sztucznym uśmiechem na ustach życzyła każdemu z pasażerów miłego lotu. Jeszcze mocniej zacisnęłam w swoje palce wokół dłoni Kamila. Z przeproszeniem po chwili spoglądając na niewyraźną twarz skoczka.
-Przepraszam-wyszeptałam, jedną dłonią oddając kobiecie bilet
-Na drugi raz bądź bardziej delikatniejsza-wyszeptał nad mną
Zaśmiałam się, kierując się z brunetem w stronę samolotu. Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w machinę, do której miałam właśnie wsiąść. Której po części miałam powierzyć swoje życie i zdrowie. Nie wiedziałam, że to będzie aż takie trudne. Wzięłam parę głębszych oddechów, w końcu zabierając się za uwagę. Ruszyłam po woli przed siebie. Kiedy tylko znalazłam się w środku, pospiesznie odszukałam swoje miejsce, które znajdowało się przy Kamilu. Z uśmiechem usiadłam w fotelu, wygodnie się w nim układając.
-Wszystko będzie dobrze…nie panikuj-powiedział, zamykając moją dłoń w uścisku swoich rąk
Uśmiechnęłam się blado. Czułam , że moja twarz była podobnego koloru. Byłam wdzięczna Kamilowi, ze moje miejsce jest od strony korytarza, a nie okna. Tego to ja bym już raczej nie przeżyłam.
-Łatwo mówić…-wyszeptałam, z trudem przełykając ślinę
-Proszę zapiąć pasy. Za chwilę będziemy startować-słowa kobiety rozchodziły się w mojej głowie niczym dźwięk tłuczonego szkła
Z paniką spoglądałam na bruneta, który wzrokiem próbował mnie uspokoić. Moje serce biło jak oszalałe, a oddech stawał się coraz bardziej płytszy. Drżącymi dłońmi zapięłam pasy, jeszcze mocniej wbijając się w fotel. Moje paznokcie mocno wbijały się w oparcie, a z moich ust wydał się cichy jęk.
Mocno wtuliłam się w sylwetkę skoczka, zaciskając z całych sił powieki. Mój oddech był ciężki. Kiedy tylko poczułam, że samolot utrzymał stabilizację, po woli podniosłam się z ciała skoczka.
-Widzisz i nie było się czym tak martwić-wyznał z łagodnym uśmiechem
Kiwałam głową.
-Ale to jeszcze nie koniec-mruknęłam, wkładając do uszu słuchawki

***
Na szczęście dalsza część podróży minęła równie spokojnie. Okazało się , że mój strach był całkowicie zbędny.  
Po paro minutowej drodze znaleźliśmy się w naszym hotelu. Pośpiesznie przejechałam magnetyczną kartą, odpychając od siebie drzwi hotelowego pokoju. Z uśmiechem ściągając z nosa okulary, obserwowałam pomieszczenie.
-Tutaj jest przepięknie-wydusiłam z siebie, rzucając się na wielkie łóżko
-Cieszę się, że Ci się podoba…ale zbieraj się idziemy na plażę.
Z grymasem podniosłam się na łokciach, spoglądając na Kamila.
-Chyba nie myślałaś, że spędzimy cały dzień w pokoju. Widzisz jak ładna pogoda? Chcesz ja zmarnować?!
Westchnęłam, wzruszając ramionami.
-Pięć minut i widzimy się na dole.-powiedział posyłając mi w powietrzu buziaka
Zaśmiałam się, opadając spowrotem na poduszkę. Po krótkiej chwili jednak zebrałam się w sobie i skierowałam się w stronę łazienki. Wzięłam krótki prysznic, wkładając na siebie niedawno zakupione bikini. Z uśmiechem i zadowoleniem przeglądałam się w lustrze. Powróciłam już do normalnej figury. Lekkie zaokrąglenia zniknęły.
Poczułam jak do moich oczu zaczynają napływać łzy. Miałam zacząć żyć na nowo. No właśnie miałam, a sama gmera w pamięci. Nie stop. Julka ty musisz zapomnieć! Przecież jesteś jeszcze młoda i nie raz będzie ci dane zakosztować smaku rodzicielstwa! Uśmiechnęłam się blado do swoich myśli. Wyszłam z łazienki, zarzucając na siebie przewiewną, błękitną sukienkę. Wzrokiem ogarnęłam wzrok , odszukując po chwili okulary, które pospiesznie założyłam na nos. Po chwili spokojnym krokiem przemierzałam hotelowy korytarz.
-Nareszcie-usłyszałam roześmiany głos Kamila, który opierał się nonszalancko o ścianę budynku
Wywróciłam teatralnie oczami , ruszając przed siebie.

***
Słońce dość mocno nas rozpieszczało. Właśnie takiej pogody oczekiwałam. Z uśmiechem podniosłam się z ciepłego piasku. Objęłam Kamila w pasie, układając swój podbródek na jego ramieniu.
-Dziękuję-wyszeptałam
Brunet momentalnie znalazł się przed mną, a ja równie szybko ściągłam z jego twarzy przeciwsłoneczne okulary. Chciałam móc wpatrywać się w jego błękitne tęczówki całymi dniami i nocami. Były moim uzależnieniem. Tak  z każdą kolejną chwilą odczuwałam jak coraz mocniej zatracam się w tym uczuciu. W miłości.
Mocno wtuliłam się w sylwetkę chłopaka. Niestety moja radość nie trwała zbyt długo. Z niedowierzaniem spoglądałam przed siebie. Odsunęłam się od Kamila, ale mój wzrok nawet nie drgnął.
-Powiedz mi, że się mylę…-wyszeptałam, a zaskoczony brunet odwrócił się za siebie.



Od autorki:
Jak czas ucieka. Mamy już dziewietnastą obietnicę. Nie będę się zbędnio rozpisywać... Życzę miłego czytania..:)
Pozdrawiam i do następnego :*

piątek, 2 maja 2014

Obietnica osiemnasta.

Kolejny dzień. Kolejne beznadziejne dwadzieścia cztery godziny, które spędzam na bezcelowym obserwowaniu krajobrazu , który rozciąga się za oknem mojej sypialni. Łzy bezwładnie zalewały moją twarz. Nie odczuwałam już niczego. Smutek, rozgoryczenie, złość, żal to wszystko po prostu odeszło. Podciągnęłam swoje kolana pod swoją brodę, łagodnie opierając na nich swój podbródek. Przymknęłam powieki, a nie musiałam długo czekać na to lekkie łaskoczenie na policzkach. Z każdą kolejną chwilą czułam jak wpadam w stan bezpowrotnej agonii. Wszystko traciło dla mnie jakikolwiek sens.  Zawiodłam się na osobie, na którą mogłam liczyć w każdej sytuacji. Nigdy nie odmówiła mi pomocy. Nigdy. W obecnej sytuacji nawet nie potrafię na nią spojrzeć. To co mi wyrządziła jest po prostu nie wybaczalne. Już nigdy nasze stosunki nie będą takie jak przed wypadkiem.
-Julka…-usłyszałam za sobą cichy głos Kamila
On jako jedyny najboleśniej odczuwał skutki tego co obecnie zachodzi w moim życiu. Spojrzałam na niego zaszklonym wzrokiem, którym chciałam go przeprosić. Chciałam, aby wszystko powróciło do normy.
On bez słowa mocno mnie do siebie przytuliło. Otuliłam swoimi dłońmi jego szyję, ukrywając swoją twarz w jego ramionach. Kiedy brunet znajdowała się blisko mnie czułam ten maksymalny stan szczęścia. Wiedziałam, że wtedy nic nie jest mi już potrzebne.
-Przepraszam-wyszeptałam, a mój głos załamywał się od natłoku zebranych w kącikach oczu łez
Kamil podniósł moją głowę , łagodnie otulając swoim palcem wskazującym mój podbródek. Wtedy byłam zmuszona spojrzeć mu w oczy. Czułam się jak mała dziewczynka, którą rodzice przyłapali na chwili słabości.
-Nie masz mnie za co przepraszać! Kocham cię i musimy się nawzajem wspierać, żeby przeżyć ten trudny okres-dodał, głaszcząc mnie dłonią po włosach
Przymknęłam oczy, mocno zaciskając swoje pięści.
-Dziękuje ci za to , że przy mnie jesteś. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy-wyszeptałam, opierając swoją głowę o ścianę
-Kocham cię i zawsze przy tobie będę-ucałował mnie w policzek, układając moją głowę wygodnie na swoim torsie

***
Siedziałam wygodnie na kanapie w salonie, wpatrując  się w szklany ekran telewizora. Wieczór jak każdy inny. Po woli zataczałam się w rutynie, której jak na złość nie potrafiłam zmienić. Położyłam swoją głowę na poduszce , przymykając oczy. Od ostatniego czasu mój sen graniczył z cudem. Nie potrafiłam w nocy bezwładnie odpłynąć w krainę Morfeusza. Co noc spędzałam ją na parapecie. Każdą noc i każdy dzień. W nocy wszystko było takie inne. Kochałam tą porę dnia. Każdy w niej mógł okazać swoje prawdziwe oblicze. Nikt nie musiał w niej niczego ukrywać. Każdy był po prostu sobą. Nikt nie ukrywał w niej swoich problemów, rozterek.
-Julka…-poczułam jak ktoś łagodnie szarpie mnie za ramię
Zaspanym wzrokiem podniosłam się z kanapy. Otarłam swoje oczy dłonią, już normalnym spojrzeniem spoglądając na radosnego Kamila.
Uśmiechnęłam się nieśmiało, podnosząc z miejsca.
-Stało się coś?-spytałam , składając koc, którym byłam okryta
Kamil z uśmiechem do mnie podszedł otulając mnie swoimi dłońmi w pasie. Zaśmiałam się cicho, czując jego ciepły oddech na swojej szyi. Po chwili poczułam jego usta, których dotyk wywołał przyjemny dreszcz na moim ciele.
-Mmm…a to za co?-wymruczałam mu do ucha, dłonią niedbale przeczesując  jego ciemne włosy
Kamil objął moją twarz dłońmi, składając krótki pocałunek na moich ustach. Stęskniłam się za ich smakiem, dlatego jeszcze mocniej pogłębiłam pieszczotę.
Ze złością mierzyłam twarz Kamila, który odsunął się od mnie na znaczną odległość. Skrzyżowałam na piersi ręce, czekając na słowa wyjaśnienia. Ale nie Kamil roześmiał się, całując mnie w czubek głowy. Wtedy byłam już całkowicie rozkojarzona.
-Co to miało być…co? Wiesz powinnam się obrazić. Tak się nie robi!-ze śmiechem uderzyłam bruneta lekko w ramię
-Oj nie złość się-powiedział ze śmiechem obejmując mnie ramieniem
Zachłannie wdychałam zapach jego perfum. Jego ciała. Sama nie wiem jak przetrwałam cały ten czas bez jego bliskości.
-Więc o co chodzi? Byłeś taki radosny?-spytałam, spoglądając podejrzliwie na swojego chłopaka
Kamil gestem dłoni wskazał mi miejsce na kanapie. Zaskoczona wykonałam prośbę, jednak wciąż byłam ciekawa tego co się wydarzyło.
-Mam dobrą wiadomość-powiedział z uśmiechem, a ja spiorunowałam go wzrokiem
-Dostrzegłam to bez tej podpowiedzi-prychnęłam, ale w głębi serca czekałam na szczegóły
-Więc…postanowiłem zrobić krótką przerwę od treningów. Łukasz się zgodził. Za tydzień lecimy na wakacje! Tylko proszę cię nie mów, że nie masz ochoty .-powiedział  z wyczekiwaniem czekając na moją reakcję
Z zaskoczeniem mu się przyglądałam. Przez sekundę w mojej głowie przeleciały wszystkie argumenty za i przeciw. Uśmiechnęłam się blado.
-Czemu nie? Może nie będzie tak źle-zaśmiała się
Tym razem na twarzy Kamila malowało się zaskoczenie. Nie potrafiłam przepuścić takiego widoku i po prostu zaczęłam się śmiać. Śmiech był nagły i nie potrafiłam go w żaden sposób powstrzymać.  
-Przepraszam…-powiedziałam próbując być poważną, jednak w głębi siebie tłumiłam śmiech
Spojrzałam na Kamila, ale na jego twarzy nie malowała się złość, wręcz przeciwnie. Z uśmiechem wpatrywał się we mnie. Odruchowo opuszkami palców, przejechałam wokół swoich ust, lekko marszcząc brwi.
-Brudziłam się?-spytałam , ale odpowiedź Kamila była przecząca
-Po prostu cieszę się, że wkońcu widzę szczery uśmiech na twojej twarzy-wyszeptał, zakładając kosmyk moich włosów za ucho
Uśmiechnęłam się blado, wtulając się w Kamila.
-Teraz już wszystko się ułoży. Obiecuję-wyszeptałam, a Kamil pocałował mnie przelotnie w czubek nosa




Od autorki

 Tak jak obiecałam, rozdział jest dłuższy, ale czy lepszy to już pozostawiam waszej ocenie. :)
A wy wiecie , że nasz Klimek zostanie tatą? Gratulacje i czekamy na małego Murańkę :)

Pozdrawiam i do następnego :*
Zapraszam na coś nowego. Mam nadzieje, że nie macie dość Kamila? :D

>KLIK<


sobota, 26 kwietnia 2014

Obietnica siedemnasta.

Tępym wzrokiem wpatrywałam się w sylwetkę Kamila, który pakował moje rzeczy do niewielkiej walizki, ulokowanej na szpitalnym łóżku. Kiedyś powiedziałabym, że nareszcie wracam do swojego domu. Do znajomych czterech ścian.
Jednak w obecnej chwili wszystko było mi całkowicie obojętne.
Białe ściany szpitalnej sali nie wprawiały mnie już w przygnębienie tak jak kiedyś. Wszystko straciło dla mnie jakikolwiek sens.
-Julka-z rozmyśleń wybudził mnie spokojny głos Kamila
Podniosłam swój wzrok , natrafiając na jego błękitne tęczówki. Wpatrywałam się w nie przez dłuższą chwilę, póki w moich oczach nie zalśniły łzy. Zagryzłam mocno wargi, odwracając wzrok. Nie chciałam już płakać. Moja głowa pękała już z wywołanego przez nie bólu. Poczułam jak jego dłoń gładzi mnie łagodnie po policzku, po którym spływała pojedyncza łza.
-Możemy iść ?-spytał, podnosząc się do pozycji pionowej
Przytaknęłam niemal nie zauważalnie głową, jako pierwsza opuszczając salę. Szłam przed siebie, mocno ściskając w swoich dłoniach wypis. Odepchnęłam od siebie szpitalne drzwi. Poczułam jak zimne powietrze otula moją twarz. Spojrzałam w niebo, które zachwycało mieszkańców Zakopanego swoim błękitem. Spuściłam wzrok, kierując się w stronę samochodu mojego chłopaka. Zajęłam po woli miejsce obok kierowcy. Zapięłam pasy, opierając swoja głowę o zimną szybę. W tej chwili już po prostu nie wytrzymałam. Płakałam , a z mojego gardła wydobywało się ciche łkanie, które chciałam stłumić. Kamil mocno mnie do siebie przytulił. Wiedziałam, że ta sytuacja jest dla niego również ciężka jak dla mnie.
-Dlaczego to musiało się stać? Dlaczego akurat nasze dziecko?-szeptałam, zaciskając w swoich dłoniach skrawek kurtki bruneta, chciałam aby wszystkie zbędne uczucia, które się we mnie kotłowały w końcu mnie opuściły.
-Kochanie. Nie potrafię odpowiedzieć ci na żadne pytanie. Jednak musisz być silna.
Przytaknęłam głowa. Musiałam się podnieść. Musiałam powrócić do normalnego funkcjonowania. Poczułam jak Kamil składa na czubku mojej głowy pocałunek.
-Wszystko się ułoży-wyszeptał, opuszczając szpitalny parking
Chciałam w to wierzyć. Chciałam mieć pewność, że powrócę do swojego dawnego życia. Chciałam. Naprawdę chciałam, aby wszystko było tak jak przed tym feralnym dniem.
Oparłam swoja głowę o oparcie siedzenia, wygodnie się w nim układając. Przymknęłam powieki, spod których spłynęły ostatnie łzy.

***
Podniosłam lekko powieki, czując na ich wewnętrznej stronie ciepło. Otworzyłam oczy rozglądając się wokół siebie. Leżałam na swoim łóżku w sypialni. Zaskoczona podparłam się na łokciach, jeszcze dokładniej lustrując każdy skrawek pokoju.
Zmrużyłam lekko oczy, zauważając na sobie ubranie, a nie piżamę. Zegarek pokazywał wczesną godzinę ranną, która nie była powodem do jakiej kolwiek radości. Po woli zasunęłam swoje nogi z łóżka, podnosząc się z niego.
Opuściłam swoją sypialnię, po woli schodząc po schodach. Do moich uszu zaczynały docierać dźwięki rozmów, które z każdym kolejnym centymetrem stawały się coraz bardziej wyraziste.
-Co ty tutaj robisz?-krzyknęłam, cofając się o pare kroków do tyłu
Nie chciałam nikogo widzieć, a tym bardziej jej.
-Córeczko- zaczęła niepewnie, skracając dzielący nas dystans
Ona śmiał się nazywać moją matką.
-Czego chcesz? Wynoś się stąd! Nie mogę na ciebie patrzeć , rozumiesz? Nigdy ci nie wybaczę tego co mi zrobiłaś-mój krzyk zaczynały tłumić napływające do moich oczu łzy
-Kochanie. Ja nie wiedziałam. Gdybym mogła cofnąć czas…
Przykucnęłam na nogach, zaciskając swoje uszy dłońmi. Nie chciałam już myśleć o tym wszystkim, a jednak wszystko powracało do mnie ze zdwojoną siło. Po woli zaczynałam się kołysać raz w przód raz w tył, cicho łkając.
-Nigdy ci tego nie wybaczę…-wyszeptałam, spoglądając w oczy mojej rodzicielki


Od autorki:
Rozdział krótki i beznadziejny za co mocno przepraszam. Muszę spowrotem się z nim "zaaklimatyzować." :)
Następny będzie dłuższy i lepszy. OBIECUJE!!!
Jestem już po testach…uff...nareszcie. Czekam na waszą opinię. :)

Odbiegajac całkowicie od skoków....
Tito Vilanova [*]
SPOCZYWAJ W POKOJU!!!

sobota, 19 kwietnia 2014

Obietnica szesnasta.

-Mamo…-zaczęłam nieśmiało, odsuwając się od Kamila na bezpieczną odległość
Poczułam mocne ukłucie w sercu. Zawód, to właśnie to uczucie płonęło w brązowych tęczówkach mojej rodzicielki. Nie potrafiłam już znieść jej spojrzenia. To nie tak to wszystko miało wyglądać. Nie tak!
-Julka może mi wyjaśnisz. Sądzę, że na to zasługuję-powiedziała bez jakich kolwiek uczuć, krzyżując swoje dłonie na piersiach
Przez dłuższą chwilę zbierałam się w sobie. Jednak moje myśli nawet przez mement nie chciały ze mną w jakikolwiek sposób współpracować.
-Miałam wam o tym powiedzieć już dawno. Naprawdę. Jednak wiele spraw się skomplikowało.-mój głos drżał jak każda część mojego ciała
-Z całym szacunkiem Kamilu…Ale jak mogłaś to zrobić on jest żonaty. Myślałam, że jesteś odpowiedzialną kobietą. Nie tak cię wychowaliśmy!-powiedziała, a każdy z przechodniów ulokował sobie na naszej trójce ciekawskie spojrzenie
Wywróciłam teatralnie oczami. Poczułam jak hormony zaczynają przejmować nad mną kontrolę.
-Jestem już dorosła i sama potrafię decydować o swoim życiu! Zrozum, że era małej Julci minęła już jakiś czas temu! Nie macie nad mną kontroli. Sama decyduję o sobie czy to się wam podoba czy nie. Kocham Kamila i nic , nawet wy nie powstrzymacie mnie od spotykania się z nim.-krzyknęłam, czego w dość krótkim okresie czasu mocno pożałowałam
Poczułam mocnym ból w podbrzuszu. Zaczęłam łapczywie pochłaniać powietrze o mało co się przy tym nie krztusząc. Wpadłam w panikę. Nie chciałam stracić dziecka. Nie mogłam!
-Julia co ci jest?-spytała ze strachem klękając obok mnie
Zacisnęłam mocno powieki, a wtedy poczułam jak ziemia osuwa się spod moich stup.
Później była już tylko cisza i ciemność.

***
Leniwym ruchem podniosłam ociężałe powieki. Rażące światło zmusiło mnie do ponownego ich zamknięcia. Zasłoniłam swoje oczy dłońmi, cicho sycząc z niezadowolenia. Po chwili moje źrenice zaaklimatyzowały się z otoczeniem. Znajdowałam się w szpitalu. Skrzywiłam się nieznacznie. Nienawidziłam przebywać w tego rodzaju budynkach. A tym bardziej, że powróciła do mnie sytuacja sprzed kliniki. Ze strachem, drżącymi dłońmi objęłam swój brzuch. Moje ciało pod wpływem niskiej temperatury moich dłoni, zadrżało. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
Podniosłam wzrok znad swojego ciała, zauważając w drzwiach sylwetkę Kamila. Jego mina nie okazywała niczego miłego. Zaczęłam kręcić głową. To nie mogło się stać!
-Julka, spokojnie. Proszę cię nie płacz-poczułam jak mocno mnie do siebie przytula, a ja niczym mała dziewczynka wtulam się w jego ciało
Łzy spływały po mojej twarzy, a z ust wydawał się cichu szloch. Nic nie potrafiło opisać tego co czułam w obecnej chwili. Tej sytuacji nie życzyłabym nawet najgorszemu wrogowi. Utrata czegoś tak ważnego jak dziecko nie jest niczym radosnym.
-Kochanie…wszystko będzie dobrze. Uwierz mi. Jeszcze będziemy mieć gromadkę dzieci.-szeptał do mojego ucha niczym kołysankę, która miała załatać moje popękane serce
W obecnej chwili nie potrafiłam tego słuchać! Każde z wypowiedzianych przez niego słów wydawało mi się kłamstwem. Pustymi obietnicami, które nigdy się nie spełnią. Miałam tego dość. W obecnej chwili najodpowiedniejszym moim towarzyszem byłaby samotność. Ona przynajmniej nie karmiłaby mnie złudzeniami.
-Wyjdź-odsunęłam się od niego, zaszklonym oczami spoglądając w jego smutne niebieskie oczy-Chcę pobyć sama!-dodałam, zaciskając swoje dłonie mocno na szpitalnej poduszce
-Dobrze-wyszeptał, całując mnie przelotnie w czubek głowy- Wrócę jutro-dodał podnosząc się z miejsca
Zaszklonym wzrokiem podążałam za sylwetką bruneta, która zniknęła po chwili zza drzwiami szpitalnej sali. W obecnej chwili nie miałam się już przed czym powstrzymywać. Płakałam jak mała dziewczynka, której zabrali ukochaną zabawkę. Jednak nie mogła zastąpić ją nowej. Tego nie da się zastąpić. Ten ból i pustka jest czymś rodzaju katorgi. Nic nie układało się po mojej myśli. Nic.
Ułożyłam się na łóżku, podciągając swoje nogi pod samą brodę. Moje dłonie oplotły mój brzuch, a łzy strumieniami zalewały moją twarz.

***
Przez moją salę przewijało się wiele osób, jednak żadna z nich nie robiła na mnie większego wrażenia. Obojętnym wzrokiem spoglądałam na pielęgniarki i mojego lekarza, którzy uporczywie chcieli mi wmówić, że będzie dobrze, że jestem jeszcze bardzo młoda i nie raz zostanę matką. Mówią tak , bo sami nie znaleźli się w takiej sytuacji.
-Jestem już skarbie, jak się czujesz?
Wiedziałam, że chce abym zapomniała i powróciła do normalnego funkcjonowania, ale ja tak nie potrafię. Nie mogę wrócić do swojego życia jakby nic się nie stało, a stało się…straciłam moje dziecko!
-Chcę stąd wyjść. Dzisiaj. Mam już dość tych wszystkich kłamstw, że będzie dobrze. Mam dość, rozumiesz?-spytałam, a z moich oczu po raz kolejny zaczęły spływać łzy
Kamil momentalnie znalazł się tuż przy mnie. Brakowało mi jego bliskości.
-Ja tego nie przeżyję. Chce umrzeć!-mówiłam, wtulając się w niego jeszcze mocniej
-Nie mów tak.- powiedział, otulając moją twarz swoim dłońmi, spoglądając tym samym mi prosto w oczy-Teraz zostałaś mi już tylko ty-wyszeptał, opierając swoje czoło o moje-Twojej utraty bym już nie przeżył-wyszeptał, całując mnie w czubek nosa


Od autorki:
Znalazłam czas ,chociaż lepiej było by jakbym go nie znalazła. :( Rozdział bardzo pesymistyczny. Sama nie wiem skąd u mnie nagły przypływ tego uczucia. No nic…mam nadzieje, że się wam spodoba.
Mam do was małe pytanie? : O jakim bohaterze chciałyście przeczytać opowiadanie w moim wykonaniu? Czekam na wasze propozycje w komentarzach. :)
A teraz życzę spokojnego wieczoru i do następnego :****



środa, 16 kwietnia 2014

Obietnica pietnasta.

Przez całą noc nie potrafiłam zmrużyć oka. Wciąż odczuwałam obecność osoby trzeciej. Podniosłam się na łokciach, przymrużonym wzrokiem obserwując swoją sypialnię. Z łagodnym uśmiechem spoglądałam na śpiącą twarz Kamila. Wiedziałam , że i on nie spał tej nocy.
Pocałowałam go przelotnie w policzek, po woli osuwając się z łóżka. Narzucając na swoje ramiona szlafrok, opuściłam pokój.
Powolnym krokiem zeszłam po schodach. Nie chciałam myśleć o tym co wydarzyło się pare godzin wcześniej. Wolałam puścić do wszystko w nie pamięć.
W domu panowała całkowita cisza, którą co jakiś czas przerywało tykanie zegara. Napajałam się błogim spokojem jaki mnie otaczał. Tego potrzebowałam w tym czasie najmocniej. Byłam świadoma tego, że czeka mnie najtrudniejszy ,a zarazem najpiękniejszy okres w życiu każdej kobiety. Zajęłam miejsca na krześle, opierając się dłońmi o kuchenny aneks.
Przymknęłam oczy oddając się ciszy, która ukajała mój przewód słuchowy. Cicha wiązanka słów i skrzypnięcie paneli oznajmiło mi, że w salonie pojawił się brunet. Z uśmiechem skierowałam się w miejsce, z którego dochodził dźwięk.
-A więc tutaj się schowałaś-pocałował mnie w czubek głowy- Już myślałem, że coś się stało-wyszeptał, mocno mnie do siebie przytulając
Wiedziałam jak mocno przeżył to co wydarzyło się w nocy. Widziałam strach w jego błękitnych tęczówkach.
-Aha. Zapomniałabym-zaśmiałam się, odsuwając się od Kamila tak by spojrzeć mu prosto w oczy-Dzisiaj mam pierwszą wizytę. Idziesz ze mną?-spytałam, a w moim sercu pojawiła się nutka niepewności
-Jasne. Dziękuje.-pocałował mnie w usta, a ja z tęsknotą odwzajemniłam pieszczotę
-Co powiesz na śniadanie w wykonaniu podwójnego mistrza olimpijskiego?-spytał z szerokim uśmiechem, puszczając w moją stronę oczko
Zaśmiałam się, kręcąc z niedowierzaniem głową. Skierowałam się za brunetem w stronę kuchni , zajmując swoje poprzednie miejsce.
-A mówią, że należysz do osób skromnych-wyznałam z szerokim uśmiechem
-Wiesz…kiedyś trzeba się zacząć cieszyć z tego co się osiągnęło. Jakieś pomysły na śniadanie, a ty mały szkrabie na co masz ochotę?-spytał z powagą przykucając przy mnie, przystawiając tym samym swoją głowę do mojego brzucha
Z jednej strony to było bardzo słodkie i urocze, a z drugiej nigdy nie należałam do osób , które przepadały za tego typu uczuciami.
-My  raczej przystaniem na tym czym,  uraczy nas szef kuchni!
Przytaknął głową, powracając do swojego poprzedniego miejsca pracy. Jak zawsze przystanęło na jajecznicy, jednak nie była ona taka jaka mogłam zasmakować do tej pory, było w niej coś tak niezrozumiałego.
-To jest przepyszne! Nie wiedziałam, że potrafisz gotować!
-W ciągu sezonu nie mam na to czasu, jednak czasami lubię porządzić trochę w kuchni!-zaśmiał się odbierając od mnie pusty już talerz po posiłku- Na , którą masz umówioną wizytę?-spytał, układając wszystkie brudne naczynia do zmywarki
Spojrzałam na zegarek.
-Na 15-wyznałam, wygodnie układając się na kanapie w salonie
Nie musiałam długo czekać i już po krótkim czasie przy mnie znalazł się skoczek. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową , zamykając oczy.
-Obudź mnie za godzinę-wyszeptałam, a później byłam już w całkiem innym świecie niż rzeczywistość.

***
-Pani Julia Ignaczak?-spytał mężczyzna w średnim wieku, lustrując zgromadzone na korytarzu kobiety
-Jestem!-z nieśmiałym uśmiechem, skierowałam się w stronę gabinetu
Tuż za mną podążał Kamil, który okazywał się być o wiele spokojniejszy niż ja. Przeczuwałam, że coś jest nie tak mimo, że moje samopoczucie nie było najgorsze. Lekarz z uśmiechem przepuścił nasza dwójkę w drzwiach, zatrzaskując je za nami.
-Pani Julio czy coś zmieniło się od naszej ostatniej wizyty? Czy bóle jakie odczuwała pani w Słowenii się powtarzały?
Pokręciłam przecząco głową. Od tamtej pory nie czułam już takiego bólu. Wszystko można powiedzieć było normalnie.
-Od jakiegoś czasu jestem osłabiona, ale to raczej normalne- wyznałam, z wyczekiwaniem czekając na reakcję lekarza
-Możliwe…jednak w tych początkowych miesiącach uważałbym na wszystko. Ten okres jest najcięższy pod względem szans na utrzymanie ciąży.
-Rozumiem-przytaknęłam, zajmując miejsce wygodnie na fotelu
Drżącymi dłońmi podciągnęłam skrawek bluzki do góry.
-Proszę się nie denerwować, jeśli będzie pani na siebie uważać, to mogę zapewnić panią, że wszystko będzie w porządku!
Przytaknęłam, biorąc głęboki oddech. Po chwili poczułam na swoim brzuchu zimno spowodowane żelem. Przymknęłam oczy, zaciskając mocno dłoń Kamila, który jak zaczarowany wpatrywał się w monitor. Z moich oczu zaczynały spływać pojedyncze łzy, kiedy do moich uszu dotarł dźwięk bicia serca. Serca naszego dziecka. To był najpiękniejszy moment w moim życiu.
-Wygląda na to, że ciąża rozwija się prawidłowo…jak sama pani słyszy serduszko bije, a to jest pozytywny prognostyk
Kiwnęłam głową, spoglądając na Kamila. Widziałam w jego oczach płomyk radości i dumy.
Po woli dzięki jego pomocy podniosłam się do pozycji siedzącej. Chusteczką starłam pozostałości żelu.
-Tak jak mówiłem przed chwila nie widzę niczego niepokojącego…jednak proszę na siebie uważać. Mam nadzieje, że zadba pan o narzeczoną-powiedział mężczyzna ,a  ja niepewnie spojrzałam na Kamila, który pocałował mnie przelotnie w policzek
-Oczywiście. Nie spuszczę z niej wzroku.
-Dobrze. Więc widzimy się za dwa miesiące. Oczywiście w razie jakiego kolwiek problemu proszę dzwonić.
-Dziękuję i do zobaczenia-powiedziałam, opuszczając gabinet
Poczułam jak Kamil kładzie na moich ramionach kurtkę. Po woli zakładam ja na siebie, zapinając guziki. Niczym zaczarowana wpatrywałam się w zdjęcie USG. Nie mogłam uwierzyć , ze gdzieś w mnie rozwija się mała istotka. Owoc miłości mojej i Kamila.  Poczułam jak brunet obejmuje mnie ramieniem, składając krótki pocałunek w moich włosach.
-Dziękuję-wyszeptał, a ja zaskoczona przeniosłam na niego swój wzrok-Za to, ze jesteś . Za twoją miłość i nasze dziecko-z uśmiechem otulił swoimi dłońmi mój brzuch
Oparłam swoją głowę na jego ramieniu. Przez dłuższa chwile trwaliśmy w takiej pozycji, wywołujący tym samym ciekawość przechodniów.
-Kocham cię i zawsze będę kochać-wyznałam, składając na jego ustach pocałunek
Otworzyłam oczy z zaskoczeniem spoglądając na zbilżającą się w naszą stronę postać.
-O nie….-wyszeptałam , zakrywajac dłonią swoje usta
Kręciłam z niedowierzaniem głową. 
-Stało się coś?-usłyszałam zaniepokojony głos Kamila
Nie potrafiłam wydusić z siebie słowa, jednak ktoś mnie wyręczył.
-Kogo moje oczy widzą…?


Od autorki:
Mamy kolejny rozdział. Ja nawet nie wiem kiedy ten czas tak umyka. Pamiętam jak dodawałam dopiero pierwszy rozdział, a tutaj proszę już piętnasty. Mam nadzieje, że się wam spodoba.
A więc mam krótką informację do was…
Pierwsza informacja: Z powodu egzaminów, które czekają mnie już w następnym tygodniu rozdział zostanie dopiero dodany 26 lub 27 kwietnia…oczywiście jeśli znajdę chwilę jeszcze przed nimi to oczywiście postaram się dodać…a jeśli nie to mam nadzieje, że poczekacie :) Byłoby mi bardzo miło! :)
Druga informacja : Każdej czytelniczce tego opowiadania życzę WESOŁYCH ŚWIĄT. Spędzonych w gronie swoich bliskich.  
Pozdrawiam i do następnego :****
Ps. Ogladałyście wczoraj Kubę Wojewódzkiego i naszych orzełków?
Ja oglądałam i nie mogłam po prostu wytrzymać ze śmiechu, a najbardziej rozbroił mnie Janek swoimi ostatnimi słowami kiedy Kuba pytał o Igrzyskach w Krakowie : "A w cuda wierzysz?"
Oby więcej takich programów!


wtorek, 8 kwietnia 2014

Obietnica czternasta.

*Pare dni później*
Koniec sezonu. Nareszcie mogę w spokoju zająć miejsce przed telewizorem z kubkiem ciepłego kakała.
Tak było właśnie tego wieczoru. Wokół mnie panowała błoga cisza, którą co jakiś czas przerywał dźwięk rozmów dochodzących z telewizora. Pustym wzrokiem rozglądałam się wokół siebie. Czułam jak tęsknota rozrywa mnie od środka. Od jakiegoś czasu bardzo źle przeżywałam rozłąkę z Kamilem i ciążę. Poranne mdłości odbierały mi chęć do dalszej części dnia. Charakter ciągle kręcił się jak na karuzeli. Nigdy nie mogłeś wiedzieć na co trawisz, jedno było pewne bez kija nie podchodź!
Mój brzuch po woli się zaokrąglał. Z uśmiechem przyglądałam się zmianą jakie zachodziły w moim życiu. Każdy powtarzał mi , jak ta mała istotka w środku mnie odmienia. Mają rację. Zamieniło mnie i to diametralnie.
Po woli podniosłam się z miejsca, odkładając na szklany stolik pusty już kubek po napoju. Swobodnym krokiem przemierzałam długość salonu. Samotność zaczynała mi doskwierać, co było śmieszne. Kiedyś mi ona nie przeszkadzała, a wręcz przeciwnie pomagała w chwili, w której potrzebowałam odskoczni od nauki i literek, które błądziły przed moimi powiekami. Właśnie teraz zauważyłam jak człowiek potrafi przyzwyczaić się do czyjejś obecności. 
Pukanie do drzwi. Zaskoczona, przeniosłam swój wzrok na dębowe drzwi. Nie spodziewałam się nikogo. Nawet pora nie potrafiła mi określić kim może być mój nie zapowiedziany towarzysz.
-Chwileczkę-krzyknęłam, naciągając na swoje ramiona jeszcze mocniej bawełniani sweter, skracałam dystans jaki dzielił mnie od mojego gościa
Niepewnie położyłam swoją dłoń na zamku. Bałam się. Ten strach był dziwny. W końcu w tym momencie byłam odpowiedzialna za naszą dwóję. Przez dłuższa chwilę stałam w miejscu, jednak po chwili spojrzałam przez wizjer. Strach przezwyciężył wszystko. Sylwetka jaka rysowała się w mroku oznaczała tylko jedno, kobieta. Przekręciłam zamek, a to co zobaczyłam wprowadziło mnie w jeszcze większe zaskoczenie.
-Cześć-uśmiechnęła się nieśmiało-Mogę zająć ci chwilę?-spytała łagodnie, spoglądając za przestrzeń , która malowała się za moimi plecami
Nieśmiało odwzajemniłam gest, gestem dłoni zapraszając Ewę do środka.
-Napijesz się czegoś?-spytałam z grzeczności, mając nadzieję na to, że odmówi
Przyglądała mi się przez chwilę. Nie widziałam w jej oczach złości. Raczej bezradność i smutek.
-Poproszę herbatę!-powiedziała przerywając cisze jaka zapanowała między nami
Przytaknęłam głową , zmierzając w stronę kuchni. Przez ramię obserwowałam blondynkę. Postawiłam wodę w czajniku, opierając się plecami o kuchenny aneks. Przez dłuższą chwilę analizowałam w swoich myślach sytuację w jaka zapanowała od chwili , w której Ewa pojawiła się w moim mieszkaniu.
-Stało się coś? Nie powiem, ale zaniepokoiłaś mnie tą wizytą-wyjaśniłam, stawiając przed blondynką kubek z parującą cieczą
Zajęłam miejsce obok niej.
-Znasz Kamila , prawda?-spytała, mieszając łyżeczką cukier, który rozpływał się w gorącej cieczy
Z trudem przełknęłam ślinię. Poczułam jak ktoś zacisnął by mi dłoń wokół krtani. Ciepły dreszcz przepłyną przez moje ciało.
-Tak. Znam, ale co to ma do wszystkiego?-spytałam z zaskoczeniem, którego nie potrafiłam powstrzymać
-Może ty powiedz mi co się z nim stało?-spytała, a w jej głosie dało się usłyszeć rozpacz-Mimo tego co mi zrobił…ja wciąż go kocham. Nie potrafię od tak skreślić tego co nas łączyło.-wyszeptała
-Ale co on zrobił…Ewa?-spytałam
Grałam. Nie potrafiłam jej wyznać, że ja o wszystkim wiem. Ba to ja jestem winna wszystkiemu co ją spotkało. Nie potrafiłam. Lepiej byłoby, żeby Kamil wyjawił jej prawdę. W końcu po powrocie z Planicy  miał zamieszkać u mnie.
-Zdradził mnie-wyznała, a jej głos drżał od nagromadzonych w oczach łez
Spojrzałam na nią ze smutkiem w oczach.
-Przykro mi, ale Ewa ja ci nie potrafię pomóc. Znam Kamila masz rację, jednak nie tak blisko by zwierzał mi się z tego typu spraw-wyznałam , podnosząc się z miejsca
Stanęłam naprzeciw okna , tępym wzrokiem błądząc po szczytach gór, które rysowały się przed mną. Zagryzałam nerwowo wargę. Chciałam już aby wyszła.
-Nie chcę być bezczelna, ale nie czuję się najlepiej…przykro mi  z tego co cię spotkało, ale ja ci nie pomogę-wyszeptałam
-Przepraszam. Nie powinna tutaj w ogóle przychodzić. Dziękuję za rozmowę. Do zobaczenia!-powiedziała, wychodząc
Z opóźnieniem ruszyłam za nią. Zatrzasnęłam drzwi, przekręcając zamek. Teraz byłam już pewna. Ona musi dowiedzieć się prawdy.
Wróciłam do salonu. Zgasiłam telewizor i skierowałam swoje kroki w stronę sypialni. Zmęczenie już od dłuższego czasu ukazywało swoje oznaki. Szybki prysznic i spokojnie mogłam ułożyć się w swoim łóżku. Zasnęłam.

*Ewa*
-Mała zakłamana dziwka!-krzyknęłam ze złości uderzając dłońmi o kierownicę samochodu
Myślałam, że chociaż ona się przyzna, ale nie. Grała to było widać. Jej zdenerwowanie moją wizytą dało się wyczuć na kilometr.
-Teraz jestem już pewna- warknęłam, spoglądając na mieszkanie , w którym jeszcze przed chwilą byłam
Łzy bezwładnie spływały po moich policzkach. Nie płakałam ze smutku , płakałam z rozgoryczenia jakie panowało w moim ciele i sercu. To drugie najmocniej odczuwało utratę Kamila.
Oparłam się o zagłówek siedzenia, przymykając powieki. Przez dłuższą chwilę trwałam w takiej pozycji i ciszy. Nie chciałam wracać do mieszkania, w którym znajdują się wszystkie najboleśniejsze wspomnienia. Nasze wspólne fotografię, które ścielą drewniany parkiet naszej sypialni. Z przymrużonymi oczami spojrzałam na dom Julki. Ostatnie światła zgasły i zapanował mrok. Chciałam się zemścić. Chciałam, aby oni poczuli to co czułam ja.
Trzaskając drzwiami, opuściłam samochód. Narzuciłam na swoją głowę kaptur. Naciągałam go mocno, przysłaniając tym samym całą moją twarz. Rozglądnęłam się raz w prawo , raz w lewo. Tylko cisza i całkowita pustka pozwoliły mi na jaki kolwiek ruch. Kiedy u niej byłam zauważyłam, ze z tyłu domu jedno okno jest uchylony. Miałam nadzieje, że go nie zamknęła. Niezauważalnie znalazłam się po drugiej stronie. Szyderczym uśmiechem, otworzyłam okno.
-Tak myślałam-wyszeptałam, znajdując się w środku
Błądziłam po mieszkaniu, obserwując każdą jego część. Mój wzrok trafił na fotografię. Dziwię się, że wcześniej na nie, nie trafiłam. Jedną z ramek wzięłam do rąk. Z szyderczym uśmiechem przyglądałam się twarzy brunetki. Była ładna, nawet bardzo, ale to jej nie usprawiedliwiało. To co zrobili nie posiada żadnego usprawiedliwienia!
Po wolnym krokiem skierowałam się po schodach na górę. Jej sypialnię znalazłam niemal natychmiast. Spoglądałam na jej śpiącą sylwetkę. Zacisnęłam mocno pięści, a spod powiek swobodnie wypływały słone łzy.
Schyliłam się lekko.
-Zapłacisz mi za wszystko-wyszeptałam  nad jej uchem
Poruszyła się nie spokojnie, jednak na szczęście się nie obudziła. Opuściłam jej sypialnię, a później mieszkanie. Zajęłam swoje w samochodzie. Oparłam się. Skrzywiłam się, kiedy parkujący samochód naprzeciwko mnie oślepił mnie mocnym światłem. Chwileczka…Ten samochód. Tak znajomy. Przymrużyłam oczy, aby w mroku dostrzec kierowcę. I dostrzegłam. Smukła sylwetka. Kamil. Zacisnęłam swoje dłonie jeszcze mocniej na kierownicy,
-A jednak to prawda!-jakaś część mnie chciała wierzyć w to, że ona to jednak zły trop
Z piskiem opon ruszyłam przed siebie.

*Kamil*
W domu panował całkowity mrok , co oznaczało, że Julka już śpi.
-A mówiła, że będzie czekać!-zaśmiałem się, odrzucając kluczyki na komodę
Ściągnąłem z siebie zbędną garderobę, kierując się w głąb domu. Skierowałem swoje kroki w stronę kuchni. Nalegałem do szklanki wodę, która nawadniała mój organizm.
-Aaaaa-głośny krzyk dotarł do moich uszu
Odrzuciłem od siebie szklankę, pośpiesznie wspinając się po schodach. Wpadłem do sypialni. Zauważyłem Julkę , która bujała się, a raz w przód raz w tył, drżąc ze strachu. Podbiegłem do niej , mocno ją do siebie przytulając.
Głaskałem ją po włosach, co jakiś czas składając na nich przelotny pocałunek.
-Już cicho. Jestem przy tobie.
-Ona-ona tu byłam. Czułam jej oddech na sobie. Jej głos. Ona mnie nienawidzi.-jej głos drżał
Zaskoczony, otuliłem jej twarz swoim dłońmi.
-Ale kto był? Kto cię nienawidzi?
Przez dłuższa chwilę zapanowała cisza, a Julka po raz pierwszy dzisiejszego dnia spojrzała mi prosto w oczy.
-Ewa-wyszeptała

Od autorki:
Nagły przypływ weny więc jestem! :)
Jak wam się podoba. Postanowiłam wprowadzić ciutkę grozy.
Na więcej nie mam siły. Przepraszam za moją "wylewność". 
Do następnego kochane :****